Pojazd przyszłości po pierwszych testach w górach. Jetson One latał z ratownikami GOPR

Na górze Wżar w Kluszkowcach odbył się pierwszy w Polsce test załogowego statku powietrznego typu eVTOL – Jetson One, opracowanego przez polskiego inżyniera. Według GOPR, za kilka lat tego typu maszyny mogą na stałe wspierać ratowanie turystów w górach.

Podhalańska Grupa GOPR od dawna wyznacza kierunki we wprowadzaniu innowacyjnych technologii do działań ratunkowych. Jako pierwsi, we współpracy z modelarzami z Nowego Targu, wykorzystywali modele latające do akcji poszukiwawczych – na długo zanim pojawiły się drony. Również jako pierwsi wprowadzili quady, nie tylko do szybkiego docierania do potrzebujących pomocy, ale także do ich transportu. Dziś testują dronopodobne maszyny, które są w stanie przenosić ratowników.

– Patrzymy na tego drona jako na pojazd przyszłości i to mam nadzieję w niedalekiej perspektywie, może dwóch, może trzech lat. Chcielibyśmy, żeby zasięg tego drona był większy – mówi Jerzy Siodłak, Naczelnik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Czas lotu Jetsona One zależy od masy osoby sterującej i warunków pogodowych – zazwyczaj wynosi od 12 do 20 minut. Ratownik wraz z wyposażeniem nie może ważyć więcej niż około 90 kilogramów. Im cięższy pilot, tym krótszy czas lotu, co jest pewnym ograniczeniem. Zarówno ratownicy, jak i twórca maszyny liczą na dalszy rozwój baterii i nowoczesnych technologii, które pozwolą wydłużyć czas operacyjny. Optymalnie byłoby, gdyby urządzenie mogło transportować dwóch ratowników jednocześnie.

Wiele atutów

— Dzisiaj tu pobito właściwie dwa rekordy. Jeden to prędkości wiatru, przy którym ten dron w ogóle latał, a dwa wysokości nad poziomem morza, na jakiej się unosił, bo latał wokół szczytu Lubania i Polany, czyli do wysokości około 1222 m nad poziomem morza. Dron ma jeszcze jedną zaletę. Jest niewielki, bo jego rozpiętość to około 3 metrów, więc nie trzeba dużo miejsca, żeby gdzieś na polanie go posadzić. Dron daje też nowe możliwości, których nie ma śmigłowiec, co mieliśmy okazję sprawdzić: jest w stanie lecieć duktem leśnym, gdzie na dole jest otwarta przestrzeń, a na górze zamyka się sklepienie koron drzew. Czyli wzdłuż szlaku szerszego, chociażby na Turbacz z Długiej Polany pewnie jest w stanie wylecieć. W tym wypadku taki tunel leśny o odpowiedniej wysokości i przestrzeni daje możliwości poruszania się tym dronem – opowiada Jerzy Siodłak, naczelnik GOPR. Co ważne — pojazd startuje nie potrzebuje pasa startowego, wznosi się pionowo w górę.

Przepisy nie nadążają za rozwojem technologii

— Pojazd wyposażony jest w 8 silników elektrycznych, jest w 100-proc. napędzany elektrycznie, bateriami. Na pokładzie mamy systemy bezpieczeństwa, jest klatka bezpieczeństwa. Zajmowałem się też samochodami do wyścigów i rajdów, budowałem je sam. Zainspirowałem się klatkami bezpieczeństwa w tych autach. Mamy spadochron balistyczny z tyłu i komputer pokładowy. Sterowanie odbywa się za pomocą joysticka, takiego jak przy grach komputerowych. Koszt jednego pojazdu to 128 tysięcy euro. Fabryka znajduje się we Włoszech, gdzie mamy lepsze warunki pogodowe do testów. Ale marka jest polska, wszystko zaczęło się w Polsce cztery lata temu, w 2021, gdy pokazałem działający prototyp – mówi Tomasz Patan konstruktor Jetson ONE.

Na razie jednak obowiązujące prawo nie dopuszcza takich pojazdów do użytku. – Mamy ogromną przychylność Urzędu Lotnictwa Cywilnego, mogły odbyć się testy i próby w Polsce, no ale w tej chwili prace legislacyjne muszą nabrać tempa, żebyśmy mogli korzystać zupełnie legalnie z takich urządzeń – mówi Jerzy Siodłak, naczelnik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Dodaj komentarz