Dwadzieścia tysięcy kroków zamiast kaca – nowy rytuał warszawiaków

Zamiast nocnych afterów – poranne endorfiny. Zamiast piwa – kubek kawy. Coraz więcej warszawiaków odkrywa, że najlepsza impreza zaczyna się… o dziesiątej rano. „Niedzielni” podbijają miasto formatem, w którym muzyka klubowa spotyka bieganie, a trzeźwe tańce zostawiają w zegarku 20 tysięcy kroków i całą niedzielę do wykorzystania.

Miasto jeszcze śpi, a taras już pulsuje

Niedzielny poranek tuż przed 10:00. Schodki przy Domu Partii toną w ciszy – ekspresy w kawiarniach dopiero łapią rytm, restauracje wciąż zamknięte, skrzyżowanie przy pomniku Charles’a de Gaulle’a prawie puste. Po drugiej stronie Alej Jerozolimskich kilku nocnych bywalców próbuje przedłużyć sobotę po wyjściu z Luster. Chwiejnym krokiem docierają do automatu z bokserską gruszką i urządzają sobie zawody „kto uderzy mocniej”.

Ten obrazek przerywa nadciągająca fala biegaczy. Najpierw kilkoro liderów, chwilę potem cały peleton przecina skrzyżowanie i kieruje się na taras między Domem Partii a Muzeum Narodowym. Kontrast nie mógłby być większy: z jednej strony zmęczeni imprezowicze, którym kac zajrzy w oczy dopiero po południu, z drugiej – klub biegowy kończący trening i… zaczynający tańce. Bez alkoholu, za to z kawą drżącą od bitów.

Punkt 10:00 za konsoletą staje DJ’ka TOHA. Pierwsze takty mogą kojarzyć się z afterem, ale szybko staje się jasne, że to zupełnie inna energia. Taras budzi się do życia, a ja bujam się z biegaczami pod didżejką.

Biegiem na parkiet

– To jest dla mnie idealna impreza – mówi Bernadetta, 27-letnia konsultantka IT i tancerka. – Rano biegnę osiem kilometrów, potem tańczę kilka godzin, nabijam 20 tysięcy kroków i jeszcze mam całą niedzielę przed sobą. Zero kaca, za to mnóstwo energii – chwali się dziewczyna.

Przyszła z ekipą more run club: zbiórka o dziewiątej, kilka kilometrów rozbiegania i tuż po dziesiątej pierwsi rozkręcają parkiet. – Zazwyczaj jesteśmy pierwsi i rozkręcamy imprezę. Jeszcze zdążymy na przekąski, zanim ustawi się kolejka – śmieje się.

Dla Bernadetty kluczowy jest brak alkoholu. – Ludzie inaczej się wtedy bawią, są bardziej obecni, nie potrzebują procentów. Dla mnie te niedziele to stał się taki wakacyjny rytuał w środku lata. Wydaje mi się, że to impreza stworzona właśnie dla nas, trzydziestolatków, którzy zaczęli doceniać sen i regenerację – dodaje.

Na tarasie pojawiają się kolejni: jedni w czerni, inni w cekinach i srebrnych topach, jeszcze inni w zwykłych „spacerowych” ciuchach. Wspólny mianownik? Uśmiech i ruch.

Przyjaciele od podstawówki, duet od poranków

Na czerwonym stole z konsoletą tańczy DJ Mushin, czyli Mikołaj Kudełka – połowa duetu „Niedzielni”. Drugą stanowi Damian Ziółkowski, grafik i organizator. Dwie godziny wcześniej uspokajał, że pogoda dopisze: – Nie będzie dzisiaj padać. Będzie super pogoda. Zero deszczu.

Znają się od podstawówki w Zalesiu Górnym. Kiedyś wymieniali płyty i jeździli na deskach, dziś wspólnie budzą miasto muzyką i kawą. Impreza z 31 sierpnia na tarasie Domu Partii była już dwudziestą – pierwszą zrobili 23 lutego w kawiarni Tekla na Muranowie. – Zakładaliśmy, że wpadnie piętnaście osób, a przyszło około setki – wspomina Damian. – Byliśmy trochę w szoku. Ale też zrozumieliśmy sygnał, że ludzie tego potrzebują. Że chcą się spotkać, pogadać, potańczyć, odkryć nowy format – dodaje.

Mikołaj dopowiada osobistą motywację: – Nie piję od czternastu lat i gram jako DJ w klubach, więc mam taką specyficzną, trzeźwą perspektywę na imprezy, na których ludzie trzeźwi nie są. Kiedy zobaczyliśmy na Instagramie rolkę z coffee parties, pomyśleliśmy: spróbujmy zrobić coś podobnego. Chcieliśmy przekonać się, czy można bawić się w ciągu dnia, bez alkoholu. I okazało się, że można. I że to działa.

Z małej kawiarni szybko przenieśli się do większych przestrzeni, bo format eksplodował. Dla Damiana to także remedium na samotność w epoce „serduszek”: tu relacje dzieją się naprawdę – przy muzyce, w słońcu, twarzą w twarz. Mikołaj śmieje się, że ma na to dowód z życia: – No, ja sam jestem tego przykładem. Dzięki naszym imprezom poznałem moją dziewczynę.

Muzycznie „Niedzielni” celują w radość i przystępność. – My gramy raczej funk, disco, różne odmiany house’u, czasem coś bardziej elektronicznego, ale zawsze radośnie i energetycznie. Chodzi o to, żeby próg wejścia był niski i żeby każdy mógł się poczuć dobrze – tłumaczy Damian. Dlatego niechętnie używają metki „coffee rave” – za etykietą ważniejsza jest atmosfera.

Światowy trend: techno o świcie, matcha zamiast piwa

Poranne imprezy bez alkoholu nie są wynalazkiem Warszawy. W wielu miastach – od Berlina po Nowy Jork – dzień zaczyna się tańcem i kawą. W Londynie już w 2013 roku ruszył cykl Morning Gloryville, który wywracał do góry nogami nocny kod: start o szóstej–siódmej rano, bar z kawą, matchą i sokiem z selera, a zamiast kaca – serotoninowy błogostan.

Pokolenie bez kaca

W tłumie spotykam Klarę, trenerkę fitness z Berlina. – Nie piję alkoholu od kilku lat i to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Kiedyś potrafiłam wypić pół litra sama, ale na szczęście to już są dawne wspomnienia – mówi. – W dzień imprezuje mi się dużo lepiej: mam pełną świadomość, naprawdę doceniam muzykę i ludzi, których poznaje. Szkoda byłoby mi czasu na kaca.

Pierwszy raz tańczyła na dziennej imprezie w Niemczech. – U nas w Berlinie dzienne imprezy to nic nowego, tam ten format rozwija się od lat. Warszawa dopiero zaczyna, ale już widać, że ludzie łapią ten klimat – ocenia.

W jej oczach to zmiana pokoleniowa. – Mam trzydzieści dwa lata i widzę, że coraz więcej osób w moim wieku odwraca się od alkoholu. Młodsze pokolenia w ogóle nie są nim zainteresowane. Moi znajomi mają osiemnastoletnie rodzeństwo i oni nie tylko nie piją, ale nawet nie chcą chodzić na typowe nocne imprezy. A tutaj przyjdą, bo jest sport, bo jest zdrowo. To znak czasu – twierdzi.

Kawa, wspólnota, słońce

„Niedzielni” pokazują, że impreza nie musi oznaczać nieprzespanej nocy. Ruch, muzyka i spotkanie potrafią zadziałać lepiej niż każdy after. A zegarek, który po czterech godzinach tańca pokazuje 20 tysięcy kroków, przypomina, że to także całkiem niezły trening.

Impreza 31 sierpnia powstała we współpracy duetu „Niedzielni” z inicjatywą Młode Głowy (działającą na rzecz zdrowia psychicznego młodych) oraz marką H&M. Kolejne edycje zapowiedziano już na wrzesień. Stałe parametry pozostają te same: 10:00–14:00, dobra kawa, dużo słońca i zero kaca.

Dodaj komentarz