Ludzi zmieniono w maszynki do robienia pieniędzy – mówi w rozmowie z Tomaszem Borejzą dr hab. Paulina Kramarz

Poniżej prezentujemy fragment wywiadu jaki ukazał się na portalu Onet.pl. 

Tomasz Borejza: Co, jako biolożka, myślisz o tym, jak funkcjonuje współczesny świat?

Dr hab. Paulina Kramarz: Myślę, że współczesnemu światu brakuje przede wszystkim połączenia nauki ze społeczeństwem. To jest jedna z rzeczy, które do mnie niedawno dotarły. Środowisko naukowe bardzo mocno odizolowało się od społeczeństwa. Inną jest bardzo szybki postęp technologiczny, za którym nie idzie postęp społeczny.

Jeżeli chodzi o temat, który jest ostatnio moim naukowym hobby, czyli produkcję żywności, to jest wręcz tak, że postęp technologiczny zamiast pomóc ludzkiemu społeczeństwu, działa na jego szkodę. Produkcja żywności w tej chwili w większości przypadków jest prowadzona dla zysku niewielkiej grupy osób. Zamiast prowadzić do poprawy jakości życia dla całego społeczeństwa Ziemi, są używane głównie po to, żeby można było na nich zarobić, jak najszybciej, kosztem środowiska naturalnego i zdrowia ludzi.

Oczywiście, za ów brak przepływu informacji pomiędzy nauką a społeczeństwem odpowiadają w dużym stopniu również środki masowego przekazu.

Dlaczego tak się dzieje?

Nieustający brak czasu. Mamy coraz więcej technologii, coraz więcej ułatwień, ale nie mamy na nic czasu, bo za dużo pracujemy. Co jest szczególnie dotkliwe w Polsce, bo należymy do narodów, które w Europie pracują najwięcej. Efektem jest to, że nie mamy czasu na życie społeczne. Na zainicjowanie zmiany. Wszyscy są w pracy. Albo pracują za marną pensję, albo robią kariery. W nauce się używa określenia rynek pracy.

Większość osób w społeczeństwie straciła podmiotowość, stało się obiektem definiowanym przez to, ile pieniędzy zarabia, ile pieniędzy może dostarczyć kolejnym szczeblom hierarchii. Nawet w nauce od lat używa się określenia “rynek pracy”, tak, jakbyśmy byli przedmiotami do sprzedawania.

Teraz modny jest taki Harari…

(…)

Nadwyrężamy ekosystem po to, żeby móc kupować więcej jedzenia niż potrzebujemy?

Tak.

Przecież to jest absurd.

Tak.

I jeszcze ludzie są głodni.

Mówię niekiedy brutalnie, że żremy Ziemię i wydalamy pieniądze dla korporacji. Trzeba zacząć mówić jednocześnie, że jest nadprodukcja mięsa, nadprodukcja plastiku, a nie tylko, że konsumujemy za dużo. Firmy nie są obarczane kosztami środowiskowymi nadprodukcji, jak choćby w przypadku plastiku. Wychowałam jeszcze w erze opakowań szklanych, które się zwracało…

Ja też.

Wiele się mówi, że gdyby rolnikom płacić za żywność lepiej, to byłaby ona za droga. Jednak zapomina się o tym, że na całym świecie bezpośredni producenci, zresztą nie tylko żywności, zarabiają najmniej. Żeby zarobić na zazwyczaj skromne utrzymanie, wymusza się na nich produkcję dużej ilości produktów, często słabej jakości.  Znów przykład z rolnictwa – skoro z hodowli (tradycyjnej, nie przemysłowej) 1000 świń nie można się utrzymać, to naprawdę coś jest tu nie tak.

Czytaj więcej na: wiadomosci.onet.pl

Dodaj komentarz