Niezwykły chór, który śpiewa ciężko chorym i umierającym

Jakieś 10 lat temu Robin Rose przebyła poważną operację z powodu choroby nowotworowej. Znowu mogła cieszyć się dobrym zdrowiem i to właśnie wtedy po raz pierwszy doświadczyła uzdrowicielskiej mocy Chóru Przejścia (ang. Threshhold Choir)

„Siedzieli w nogach mojego łóżka, śpiewając przepiękne piosenki. Patrzyłam na ich twarze pełne ciepła i miłości. Usłyszałam spokojny głos wewnątrz siebie „ Nic nie muszę już robić. Mogę odejść w spokoju. Nie mam nic przeciwko temu.” wspomina.

Chór Przejścia to grupa ochotników-wolontariuszy śpiewających dla tych, którzy znaleźli się u progu życia. Ich słuchacze to często pacjenci hospicjum; niektórzy nie są w stanie nawet się ruszać czy mówić. Czasami to jest jedyna, a nawet ostatnia szansa, żeby komuś zaśpiewać zanim odejdzie z tego świata. Niektórzy są bardzo blisko śmierci.

Kate Munger przeżyła śmierć swojej przyjaciółki, która długie lata walczyła z AIDS. To właśnie to tragiczne wydarzenie zainspirowało ją do założenia pierwszego chóru działającego w Zatoce w San Francisko w roku 2000. Obecnie na świecie funkcjonuje ponad 150 grup tego rodzaju. Rose prowadzi Chór w Seattle. Sama 64-latka również mieszkała w Kaliforni, w Santa Cruise, gdzie dowiedziała się o istnieniu grupy od samej założycielki. „Nie znam nut. Nie mam żadnego wykształcenia muzycznego.” Przyznaje Rose, ,,ale mam świetny słuch”.

 

Na chór w Seattle składa się 30 kobiet z kompletnie różnych środowisk. Przesłuchania nie są tu wymagane, ale od ochotników wymaga się ogólnej muzykalności. Zobowiązują się oni również do co najmniej dwóch prób w miesiącu i comiesięcznych występów.

Jeden z członków, Karen Ward, 58 lat, wierzy, że to właśnie ta misja przynosi ukojenie słuchaczom.

„Myślę, że intencja, z którą przychodzimy do łóżka chorego, jest ważniejsza nawet od muzyki którą ze sobą niesiemy”. Mówi Ward. „Kiedy łączy nas modlitwa, to wszystko jest dobrze. Brak tego połączenia, nawet przy anielskim, idealnym śpiewie, nie jest dobry.”

Niezwykle istotnym jest fakt, że mimo iż piosenki chóru są często o tematyce duchowej, Chór Przejścia jest organizacją świecką, dostosowującą się do potrzeb tych, którym służy. Pieśni „nie bazują na żadnej konkretnej religii” wyjaśnia 73-letnia członkini chóru Marcia McLaughlin. „Myślę, ze to niezwykle ważne, aby osoba, której śpiewamy nie została nagle skonfrontowana z czymś, co kompletnie nie idzie w parze z jej własnym systemem wiary”.

McLaughlin uwielbia śpiewać swojej przyjaciółce Diane Graham. „ Śpiewanie jej sprawia mi ogromną radość. Ona jest bardzo chora, widziałam na własne oczy jak jej zdrowie coraz bardziej i bardziej podupada.” Wyznała. „To jedyny sposób, w jaki mogłam wnieść w jej życie odrobinę radości”.

 

Jakieś 10 lat temu zdrowie Graham zaczęło zawodzić. Jako technik informatyk Graham pracowała dla takich firm jak IBM, Amazon i Fundacji Imienia Billa&Meliny Gates. Nagle jednak praca zaczęła ją przerastać. Lekarze nie potrafili wskazać, co tak dokładnie było nie tak. Niestety końcu stan zdrowia zmusił ją do przedwczesnej emerytury.

W 2016 nareszcie lekarze zdiagnozowali chorobę Graham jako Zanik Wieloukładowy, znane również pod nazwą MSA. Jest to rzadkie, stopniowo postępujące schorzenie natury neurologicznej, podobne do choroby Parkinsona.

„ Zawsze mówiło się o tych wszystkich wspaniałych rzeczach, które człowiek planuje zrobić gdy przejdzie na emeryturę” mówi 64-letnia Graham, malując słowami przyszłość, którą wyobrażała sobie ze swoją przyjaciółką, Elanie Douglas i ich dwoma córkami. „Sami wiecie, podróże, patrzenie jak wasze dzieci dorastają i mają własne potomstwo. To się jednak nie stanie. Nie będzie nam dane razem się zestarzeć”

Choroba sprawiła jednak, że stały się sobie jeszcze bliższe. Przez to również natrafiły na Chór Przejścia.

Co drugi tydzień, trzech lub czterech członków chóru odwiedza Graham w jej domu w Shoreline. Graham siada wygodnie w fotelu, jej przyjaciółka siedzi tuż obok, a chór otacza ich w kole. Gdy muzyka rozbrzmiewa wokół nich, kobiety trzymają się za ręce.

„Ich śpiew wnosi niesamowitą radość i energię do naszego życia” Mówi Graham. „ Szczęścia wypełnia serce przez kilka godzin, nie wyobrażasz sobie jak wiele to dla nas znaczy. Można po prostu tam być, widzieć i słuchać, zapomnieć codzienne zmartwienia”.

„ Nie chodzi tu o sam utwór, raczej o sposób i ludzi którzy go śpiewają.” Stwierdza Douglas. „Mogą nawet to być najbardziej trywialne zwrotki, a będą na mnie oddziaływać tak samo jak wzniosłe duchowe piosenki”

„Często repertuar dopasowują do energii, która panuje w pomieszczeniu, śpiewając piosenkę idealnie wpasowaną w dany moment.

Przez chór McLaughlin również przeżyła wewnętrzną transformację. Sposób postrzegania śmierci znacząco się zmienił.

„Czuję się o wiele bardziej komfortowo z tą częścią naszej podróży, bo jest to podroż którą wszyscy będziemy musieli podjąć w którymś momencie naszego życia.

Źródło: crosscut.com

Tłumaczenie: Joanna Słupek

 


Dodaj komentarz