Szczecińska stocznia wraca do budowy okrętów po latach przerwy
Po latach przerwy Szczecin wraca do dużych przedsięwzięć okrętowych, a podpisana umowa z PGZ Stocznią Wojenną z Gdyni ma znaczenie nie tylko gospodarcze. Dla miasta, które przez dekady żyło rytmem stoczni, to także symboliczny moment odbudowy przemysłowej dumy.
Stocznia Wulkan wykona blok dziobowy okrętu ratowniczego „Ratownik”. Będzie to ogromna konstrukcja ważąca ponad tysiąc ton, która po zakończeniu prac zostanie przetransportowana do Gdyni. Tam powstanie cała jednostka przeznaczona dla polskiej Marynarki Wojennej.
Nie chodzi więc o drobne zlecenie ani o symboliczną obecność w projekcie. Szczecińska stocznia otrzymała odpowiedzialny fragment budowy okrętu, który ma pełnić ważne zadania na Bałtyku — od wsparcia okrętów podwodnych po działania ratownicze i zabezpieczanie strategicznej infrastruktury.
Blok dziobowy większy niż niejeden budynek
Część okrętu, która powstanie w Szczecinie, robi wrażenie samymi parametrami. Według informacji przekazanych przy podpisaniu umowy blok dziobowy będzie miał 24 metry długości i 26 metrów wysokości. Jego masa przekroczy tysiąc ton, a do konstrukcji dojdą jeszcze instalacje, rurociągi i elementy wyposażenia.
Prezes PGZ Stoczni Wojennej Marcin Ryngwelski obrazowo opisał zakres prac, mówiąc, że Stocznia Wulkan otrzyma część okrętu „od gruszki aż do trapu”. To właśnie w Szczecinie mają zostać zamontowane m.in. ster strumieniowy i elementy napędu.
Operacja będzie skomplikowana również logistycznie. Gotowy blok trzeba będzie przemieścić na barkę i przewieźć do Gdyni. Plan zakłada, że stanie się to w czerwcu 2027 roku, a wodowanie okrętu przewidziano na jesień tego samego roku. Przekazanie jednostki Marynarce Wojennej RP zaplanowano na 2029 rok.
„Ratownik” będzie potrzebny na współczesnym Bałtyku
Okręt budowany w programie „Ratownik” ma mieć 96 metrów długości, 19 metrów szerokości i wyporność około 6,5 tysiąca ton. Na jego pokładzie znajdzie się lądowisko dla śmigłowców, a jednostka ma być wyposażona w pojazdy podwodne ROV, pozwalające prowadzić operacje nawet na głębokości 300 metrów.
Głównym zadaniem okrętu będzie zabezpieczanie działań okrętów podwodnych. Jednostka ma również wykonywać zadania poszukiwawczo-ratownicze i wspierać ochronę tego, co dziś na morzu ma szczególne znaczenie: portów, terminali, instalacji energetycznych, gazociągów i innych elementów infrastruktury krytycznej.
W ostatnich latach Bałtyk przestał być postrzegany wyłącznie jako akwen handlowy i turystyczny. Coraz częściej mówi się o nim jako o obszarze, w którym bezpieczeństwo morskie, energetyczne i wojskowe łączą się ze sobą bardzo mocno. W tym kontekście „Ratownik” nie jest jedynie nowym okrętem. To część większej odpowiedzi na wyzwania, przed którymi stoi państwo.
Dla Wulkana to wejście na nowy poziom
Podpisanie umowy w Szczecinie wybrzmiało jak zapowiedź nowego etapu. Prezes Stoczni Szczecińskiej „Wulkan” Radosław Kowalczyk powiedział krótko: „To dzień, w którym wchodzimy na nowy poziom”. Trudno o bardziej trafne podsumowanie sytuacji zakładu, który przez ostatnie lata konsekwentnie odbudowuje pozycję.
Jeszcze niedawno o szczecińskiej stoczni częściej mówiono w kontekście strat, problemów i niewykorzystanego potencjału. Dziś zakład informuje o zysku za 2025 rok, nowych certyfikatach, rosnących możliwościach produkcyjnych i powrocie do projektów, które wymagają najwyższej jakości wykonania.
Włączenie Stoczni Wulkan w program „Ratownik” było możliwe m.in. dzięki uzyskaniu wymaganych pozwoleń i certyfikatów, koniecznych przy realizacji zadań dla sektora obronnego. To ważne, bo w produkcji wojskowej sama infrastruktura nie wystarczy. Potrzebne są procedury, bezpieczeństwo, doświadczenie i zdolność pracy według restrykcyjnych wymagań.
Polskie stocznie zamiast rywalizacji wybierają współpracę
W tym projekcie szczególnie ciekawy jest model współdziałania. Głównym wykonawcą pozostaje PGZ Stocznia Wojenna w Gdyni, ale część prac przejmie Szczecin. To rozwiązanie znane w dużym przemyśle okrętowym: poszczególne zakłady wykonują konkretne sekcje, a później całość jest scalana w jednym miejscu.
Taki podział zadań pozwala lepiej wykorzystać możliwości krajowych stoczni. Jedna ma doświadczenie w prowadzeniu programu, druga — przestrzeń, ludzi i zaplecze do wykonania dużego bloku. Zamiast zamykać się w lokalnych ambicjach, polskie zakłady mogą wspólnie budować kompetencje, które będą potrzebne przy kolejnych zamówieniach.
Podczas podpisania umowy padło zresztą ważne zdanie: „Trzeba się podzielić pracą”. W przypadku przemysłu stoczniowego to nie słabość, lecz dojrzałość. Duże projekty wymagają kooperacji, a nie samotnego mierzenia się z każdym etapem budowy.
Za stalą stoją ludzie i miejsca pracy
Dla Szczecina ta umowa może oznaczać coś więcej niż kolejne tony stali na nabrzeżu. Stocznia Wulkan już zapowiada, że przy dużych kontraktach będzie potrzebowała nowych pracowników. Mowa o inżynierach, spawaczach, monterach, specjalistach od instalacji okrętowych, technologach i osobach odpowiedzialnych za jakość produkcji.
To właśnie takie projekty najskuteczniej przyciągają młodych ludzi do przemysłu. Nie abstrakcyjne hasła o innowacyjności, lecz konkretne zadania: zbudować część okrętu, zamontować napęd, przygotować konstrukcję do transportu, dopilnować parametrów, które będą miały znaczenie podczas służby na morzu.
Grzegorz Sowa z Polskiej Grupy Zbrojeniowej zwrócił uwagę, że produkcja zbrojeniowa może stać się dla szczecińskiej stoczni „stabilną nogą”. To ważne, bo zakłady przemysłowe potrzebują przewidywalnych zamówień. Dopiero wtedy mogą inwestować w ludzi, sprzęt i długofalowe kompetencje.
Stocznia, która znów może pracować dla przyszłości
Szczecin ma stoczniową pamięć zapisaną w rodzinnych historiach, krajobrazie miasta i doświadczeniu tysięcy pracowników. Dlatego każda informacja o powrocie produkcji okrętowej wywołuje tu emocje większe niż zwykły komunikat gospodarczy.
Umowa przy „Ratowniku” nie rozwiązuje wszystkich problemów przemysłu stoczniowego i nie sprawia, że wielka historia automatycznie wraca w dawnej skali. Ale daje coś bardzo ważnego: realne zlecenie, konkretną pracę, wymagający projekt i miejsce dla szczecińskich kompetencji w programie ważnym dla bezpieczeństwa Polski.
Jeśli za tym kontraktem pójdą kolejne, Wulkan może stopniowo odbudowywać pozycję stoczni, która nie tylko remontuje i wykonuje konstrukcje, ale także uczestniczy w budowie nowoczesnych jednostek. W przemyśle takie zaufanie zdobywa się powoli, ale jeden dobrze wykonany projekt potrafi otworzyć drzwi do następnych.
Dobra wiadomość dla Szczecina i polskiego przemysłu
Powrót Stoczni Szczecińskiej „Wulkan” do programu okrętowego ma w sobie coś budującego. To historia o zakładzie, który po trudnych latach znów dostaje zadanie na miarę swoich ambicji. O mieście, które nie musi wspominać stoczni wyłącznie w czasie przeszłym. I o polskim przemyśle, który w obszarze bezpieczeństwa może coraz mocniej opierać się na krajowych kompetencjach.
„Ratownik” będzie służył na morzu, ale część jego historii zaczyna się na nabrzeżu w Szczecinie. W miejscu, gdzie stal, doświadczenie i ludzka praca mają znów stworzyć coś dużego, potrzebnego i trwałego.
To nie jest tylko wiadomość o podpisanej umowie. To sygnał, że w Szczecinie stocznia naprawdę może znów pracować dla przyszłości.

