67-latka o figurze nastolatki

„Bo dbania o siebie też trzeba się nauczyć. Na przykład trzeba się dowiedzieć, czym jest zdrowa dieta. Mieć czas i możliwości żeby gotować, iść na siłownię…” – mówi pani Irena Wielocha.

 

Pani Irena skoczyła 67 lat, mimo to nie brak jej wigoru i chęci do działania. Jak podkreśla – „Dziś cieszę się, że choć jestem emerytką, zamiast na Uniwersytet Trzeciego Wieku poszłam na siłownię. Bo nagle odkryłam, że pod tymi zwałami tłuszczu jest fajna dziewczyna. Obiecałam sobie, że muszę z tą dziewczyną zrobić coś fajnego”. O tym jak zmieniła swoje życie opowiada w wywiadzie przeprowadzonym przez Grażynę Latos.

Ambitna seniorka nigdy nie zajmowała się spotem profesjonalnie, choć jej pasją były góry, a kiedyś tańczyła tańce towarzyskie, jeździła na rowerze i łyżwach. Obowiązki związane z prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci nieco ograniczały jej marzenia, jak sama wspomina: „Byłam zła, bo to mi w cale nie odpowiadało, ale ktoś to musiał robić”.

Lata młodości mijały, a powrót do pracy znacznie wpłynął na ograniczenie wolnego czasu. „Dopiero po jakimś czasie zaczęłam myśleć: a może zrobić coś dla siebie? I w końcu przyszedł taki czas, kiedy się zbuntowałam” – wyjawia pani Irena.

Kryzys w firmie, której pracowała popchnął ją do wyjazdu w ukochane góry, tam miała dom, więc też znalazła sobie pracę i opuściła rodzinę. Kobieta uznała, że jej dzieci są wystarczająco dorosłe, a ona musi zrobić w końcu coś dla siebie. „(…) nie żałuję, przeżyłam fantastyczną przygodę” – podkreśla.

Jak wspomina, Towarzystwo Karpackie zaplanowało wyjście w góry, kobieta w wywiadzie zwierza się, że była jedyną osobą w wieku 55+, po czym dodaje: „Właściwie to oni poszli, a ja się czołgałam”. To wydarzenie było impulsem do podjęcia decyzji o zmianie swojego życia. Kobieta udała się na siłownię, aby poprawić kondycję, schudła około 24 kilogramów! Kiedy po badaniach dowiedziała się, że jej poziom cukru jest stanowczo za wysoki zrozumiała, że musi o siebie zadbać. Systematyczne ćwiczenia i dieta sprawiły, że pani Irena powróciła w góry.

Kobieta ujawnia, w jaki sposób poznała pana Andrzeja Wiatra: „Dawał wykład o cellulicie, zainteresowałam się. Zapytałam, czy mogę przyjść do niego na trening. Powiedział, żebym przyszła. To było coś zupełnie innego. Nie umiałam tych ćwiczeń, ale bardzo mi się podobało”. Następnie dodaje: „Zajęcia Andrzeja to trening metaboliczny, kształtujący sylwetkę i spalający nadmiar tłuszczu. Tam nie ma przerw, nie ma odpoczynku. Ten człowiek nauczył mnie wszystkiego. Także prawidłowego odżywiania się i dbania o siebie. Tego, że każdy dzień powinien być sportowy. Oczywiście nie cały, ale chociaż godzinę powinno się wygospodarować na basen, bieganie czy jazdę na rowerze”.

Mężczyzna pomógł jej także skonstruować zbilansowaną dietę: „Dieta to jest rzecz trudna. Ja nie lubię gotować i zawsze mało się interesowałam jedzeniem, ale wiem, że muszę to robić. Muszę gotować i muszę się interesować tym, co jem. Andrzej Wiatr ułożył mi dietę zrównoważoną. Dbam o odpowiednie ilości białka, węglowodanów i tłuszczy i mikroelementów. W moim przypadku nie chodzi o to, żebym schudła, ale żebym nie przytyła. Bo przyznaję, w pewnym momencie zaczęłam ważyć poniżej 50 kg i to już było nieestetyczne. Ja mam swoje lata i kiedy człowiek w tym wieku traci 24 kilogramy, to skóra za tym nie nadąża. Trzeba więc było troszkę zbudować mięśni, żeby to w jakiś sposób wypełnić. U mnie ten proces zmiany trwa już 10 lat i mogę powiedzieć, że jeżeli ktoś ma dyskomfort, bo np. schudł i ciało mu wisi, to gwarantuję, że po 10 latach wszystko wróci do normy. Nie w 100 proc, ale w 99” – wyjaśnia podczas wywiadu.

Pani Irena sygnalizuje, że od dawna zrezygnowała z jedzenia pieczywa, gdyż zawiera ono dużo dodatków. Wędlin także nie je, ze względu na zbyt dużą ilość konserwantów, a mleko krowie zastępuje kozim. Brokuł to jej zdaniem najwartościowsze warzywo, ponieważ posiada dużo żelaza i uodparnia organizm. Z wywiadu wynika, że Pani Irena kocha słodycze, a jej dieta pozwala na jedzenie domowych ciast lub czekolad o dobrym składzie.

Praca nad sylwetką to nie lada wyzwanie, kobieta uczęszcza na zajęcia 6 razy w tygodniu, czwartki to dla niej dzień wolny, jednak nie pozostaje bierna, w końcu mieszka na ósmym piętrze i nie korzysta z windy. Seniorka zachęca każdego do podjęcia aktywności fizycznej, jednocześnie zaznacza: „(…)nie można chodzić na ćwiczenia które się lubi, tylko na takie, które sprawiają, że człowiek pokonuje własne ograniczenia. To kształtuje nie tylko ciało, ale także umysł i charakter”.

Kobieta odniosła się również do obecnej sytuacji, gdyż koronawirus znacznie ograniczył jej możliwości. Mimo to zachęca do spacerów, biegania, jazdy na rowerze czy rolkach. Jak podsumowuje: „Owszem, treningów brakuje mi bardzo. Lecz teraz mam remont łazienki, więc i tak moja aktywność jest ograniczona do biegania wokół spraw remontowych. Potem sprzątanie mieszkania i wyjazd w góry do mojego ukochanego Olchowca. Tam to hulaj dusza, góry, rower i bieganie pod górkę i z górki. Na strychu domu mam mini siłownię. Dopóki dom wytrzyma, tam będę ćwiczyć”.

 

Opracowanie: Ilona Dziadek

Źródło: ofeminin.pl

Foto: archiwum prywatne

 

Dodaj komentarz