Czarnobyl stał się nieoczekiwaną ostoją dzikiej przyrody. Wilki, rysie i konie wróciły do opuszczonej strefy
Cztery dekady po katastrofie w Czarnobylu otaczająca elektrownię strefa wykluczenia zamieniła się w coś, czego nikt się nie spodziewał – w przypadkowy rezerwat dzikiej przyrody. Tam, gdzie zniknęły stałe osadnictwo, rolnictwo i codzienny ruch drogowy, swobodnie poruszają się dziś wilki, rysie, jelenie, dziki oraz sprowadzone tu konie Przewalskiego, odzyskując krajobraz, który przez lata uznawano za skażoną pustynię.
Najmocniejszy wniosek płynący z tych obserwacji jest zarazem najmniej sensacyjny: Czarnobyl pokazuje, jak szybko duże ssaki mogą skorzystać na ustąpieniu presji człowieka na rozległym, spójnym obszarze – nie dowodzi jednak, że promieniowanie jest nieszkodliwe ani że każde żyjące tam zwierzę jest w pełni zdrowe.
Skąd wzięła się siedmiokrotna liczba
Badanie opublikowane w 2015 roku w czasopiśmie „Current Biology” przeanalizowało białoruską część strefy wykluczenia na podstawie zimowych tropień oraz oficjalnych danych o zagęszczeniu populacji. Łosie, sarny, jelenie i dziki występowały tam na poziomie zbliżonym do czterech nieskażonych rezerwatów przyrody, natomiast liczebność wilków okazała się ponad siedmiokrotnie wyższa.
Warto podkreślić, że ta konkretna liczba dotyczy wilków w jednym dużym porównaniu, a nie wszystkich gatunków ani całego obszaru strefy. Badanie mierzyło względne zagęszczenie w różnych krajobrazach – nie jest to dowód na to, że liczba wilków siedmiokrotnie wzrosła po awarii ani że to właśnie przewlekłe promieniowanie sprzyjało ich rozwojowi.
Jak nieobecność ludzi zmieniła krajobraz
W 1986 roku ewakuowano około 116 tysięcy osób, a łączna strefa wykluczenia w Ukrainie i na Białorusi objęła blisko 1660 mil kwadratowych. Gdy gospodarstwa rolne przestały działać, a drogi ucichły, pola stopniowo zarastały krzewami i lasem, drapieżniki zaś zyskały więcej terytorium i mniej konfliktów z hodowcami, myśliwymi oraz rozwijającym się osadnictwem.
Warto wyobrazić sobie, co zniknęło z codziennej trasy zwierząt – mniej traktorów, świateł samochodów, ogrodzeń, placów budowy i zatłoczonych dróg. To ustąpienie stałego niepokoju wydaje się mieć realny wpływ na całą ekologiczną równowagę tego miejsca.
Kamery pułapkowe potwierdzają obraz azylu
Badanie opublikowane w 2026 roku przeanalizowało dane z fotopułapek zebrane w latach 2020–2021 w 174 lokalizacjach – w ukraińskiej strefie wykluczenia, sześciu innych obszarach chronionych oraz na terenach niechronionych w północnej Ukrainie. Okazało się, że różnorodność ssaków oraz częstotliwość ich obecności były najwyższe właśnie w strefie wykluczenia i sąsiadującym z nią Rezerwacie Drewlańskim, gdzie konie Przewalskiego, rysie euroazjatyckie, łosie i jelenie szlachetne osiągnęły najwyższy szacowany poziom występowania.
Autorka badania, Svitlana Kudrenko, zwraca uwagę na praktyczną lekcję płynącą z tych wyników: małe, rozdrobnione regionalne obszary chronione mogą po prostu okazać się zbyt małe, by realnie wspierać populacje dzikich zwierząt.
Rysie i dzikie konie znalazły przestrzeń do odbudowy populacji
Osobne badanie dotyczące rysi, oparte na zapisach z fotopułapek zbieranych od 2013 do 2018 roku na niemal 30 procentach ukraińskiej strefy, zarejestrowało 302 obserwacje i pozwoliło zidentyfikować 50 osobników. Naukowcy oszacowali całkowitą populację na 53–68 zwierząt, czyli gęstość porównywalną z korzystnymi siedliskami gdzie indziej w Europie.
Inaczej, choć równie inspirująco, wygląda historia koni Przewalskiego – te zwierzęta nie wróciły tu same. Wprowadzono je w 1998 roku, a do 2018 roku ich liczba w ukraińskim sektorze wzrosła do co najmniej 137 osobników, w tym 24 źrebiąt. Kolejne cztery odnotowano na Białorusi, a cała populacja urosła w ciągu 20 lat siedmiokrotnie.
Liczebność to nie to samo, co zdrowie
Tropy i zdjęcia z fotopułapek pokazują, gdzie żyją zwierzęta i jak często się pojawiają, nie są jednak w stanie ujawnić uszkodzonych komórek, nieudanych ciąż, skróconego życia czy odziedziczonych mutacji. Populacja może pozostawać liczna, nawet jeśli część jej przedstawicieli doświadcza biologicznych szkód.
To ważne zastrzeżenie, ponieważ dorobek naukowy nie jest w tej sprawie jednomyślny. Analiza opublikowana w 2020 roku w „Scientific Reports” zrekonstruowała dawki promieniowania dla 12 gatunków ssaków w 161 lokalizacjach i wykazała niższą liczebność zwierząt wraz ze wzrostem szacowanej dawki – na podstawie innego zestawu danych i modelu ekspozycji niż długoterminowy spis białoruski.
Wojna zmieniła warunki obserwacji
Najnowsze, szeroko zakrojone badanie azylu dzikiej przyrody opiera się na zdjęciach wykonanych jeszcze przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Odrębna praca opublikowana w 2026 roku w czasopiśmie „Science” wykazała, że jelenie szlachetne, sarny, lisy rude i dziki zmieniły swoje dobowe wzorce aktywności podczas trwającej 36 dni rosyjskiej okupacji strefy – co pokazuje, jak szybko militarne zakłócenia mogą wpłynąć na zachowanie dzikich zwierząt.
Czarnobyl nie jest więc zamrożonym laboratorium. Konflikt zbrojny, miny, pożary lasów i przerwany monitoring dodały kolejną warstwę ryzyka do krajobrazu już wcześniej ukształtowanego przez skażenie radioaktywne.
Dwie prawdy na tej samej ziemi
Czarnobyl nie jest ani martwą strefą, ani dziewiczą dziczą. Promieniowanie może szkodzić żywym organizmom, a jednocześnie długotrwała nieobecność intensywnego rolnictwa, osadnictwa i codziennych zakłóceń ze strony człowieka pozwala niektórym populacjom dużych ssaków rozkwitać – i te dwa fakty współistnieją na tym samym obszarze.
Właśnie ta niejednoznaczna kombinacja jest prawdziwą lekcją płynącą z Czarnobyla. Duże, spójne obszary chronione z realnymi ograniczeniami dostępu dla ludzi mogą dać wędrującym na duże odległości zwierzętom przestrzeń do odbudowy populacji – jednak katastrofa nuklearna nigdy nie powinna być mylona ze strategią ochrony przyrody.
Źródła:

