Osiedlowy warzywniak uratowany dzięki życzliwości ludzi dobrej woli

W Olsztynie na Jarotach znajduje się warzywniak, prowadzony przez rencistę. Niewielki sklep, a raczej kiosk, prowadzony jest przez p. Mariusza, który pomimo sporej niepełnosprawności ruchowej, codziennie mozolnie zdejmuje blachy zabezpieczające, wykłada towar z ciężkich skrzynek, a gdy nadarzy się sytuacja zagaduje przechodnia.

„Wstaję o godzinie 4:30 rano. Po towar jeżdżę ze znajomym, który również się zaopatruje, ale jednocześnie mi pomaga. Pracę kończę po godzinie 18:00. Gdy w kiosku posprzątam, idę na autobus, w domu jestem po godzinie 20:00 i tak przez cały tydzień” – opowiada olsztyńskiej „Gazecie Wyborczej”.

Pan Mariusz, pomimo znacznej niepełnosprawności, pracował w różnych miejscach już od 13. roku życia. Po załamaniu jakie niedawno przeżył, praca w sklepiku pozwala mu znowu „wyjść do ludzi”, porozmawiać z nimi i choć na chwilę zapomnieć o problemach.

Renta, jaką otrzymuje właściciel warzywniaka nie wystarcza na bieżące potrzeby, więc prowadzi warzywniak, aby trochę dorobić. Jednak jest to często praca charytatywna, ponieważ bywa, że dzienny utarg wynosi kilkadziesiąt złotych. Co gorsza, z racji małej liczby klientów, niesprzedane warzywa i owoce marnują się, narażając sklepikarza na dodatkowe straty, więc po opłaceniu rachunków zostaje miesięcznie na życie zaledwie kilkaset złotych.

Sprzedawca z warzywniaka ma jednak bardzo uważnego sąsiada. „Odwiedziłem warzywniak i porozmawiałem sobie z panem Mariuszem. Poznałem jego historię, usłyszałem o tym, jak wstaje co rano, by pojechać po towar, a później siedzi wypatrując klientów, którzy przyjdą albo nie. Poruszyło mnie to wszystko. Postanowiłem coś zrobić” – mówi Krzysztof Szlubowski.

Niedługo później informacja zamieszczona na facebookowym profilu zapoczątkowała niezwykła falę pomocy. Akcja okazała się wielkim sukcesem, klienci w dwa dni zupełnie wyczyścili półki warzywniaka swojego sąsiada! Pani Hanna, jedna z klientek warzywniaka mówi, że też ma niepełnosprawnego syna, który ma szczęście, że może się dalej uczyć i studiuje, ale jak mówi syn – podziwia pana Mariusza za odwagę i chęci do pracy.

Sąsiedzi nie zamierzają zatrzymać akcji – pojawiła się już nawet propozycja pomocy w remoncie sklepiku.

Ten piękny przykład ludzkiej solidarności psują nieco negatywne komentarze pojawiające się pod artykułami. A przecież gdyby zapytać ich autorów na pewno potwierdzą, że każdy zasługuje na swoją szansę.

 

Źródło: deon.pl

Opracowanie: Krzysztof

Foto: Facebook.com/twojejaroty

Dodaj komentarz