fbpx

Serce w Bieszczadach. Zrobił je dla zmarłej żony

Jadąc drogą z Myczkowiec do Soliny, a dokładnie obok parkingu u podnóża nieczynnego kamieniołomu w Bóbrce, za wodami Zalewu Myczkowieckiego można zobaczyć wielkie SERCE…Mało kto wie, że z jego powstaniem wiąże się polsko-indyjska historia miłosna.

Bieszczady stały się miejscem i tłem dla miłości Polki i obywatela Indii. To właśnie tam para postanowiła zamieszkać i zbudować hotel, w którym goście mogliby odpocząć od pędzącego życia i uleczyć skołatane nerwy. Zakochani na kilku hektarach rozwijali swój biznes. Pani Maria z mężem chcieli też wybudować kolej linową na szczyt góry Suche Berdo. Niestety, dziesięcioletnie starania o zdobycie wymaganych zgód spełzły na niczym. Władze nie zezwoliły na budowę.

Pani Maria była zdruzgotana.  Jej mąż próbował ją rozweselić. – Nie martw się, jeżeli któreś z nas umrze wcześniej, drugie zrobi na tym stoku wielkie serce z krzewów – czytamy w serwisie korsosanockie.pl. Wtedy na twarzy Polki zagościł uśmiech. Słowa mężczyzny stały się prorocze. Szczęście pary przerwała niespodziewana śmierć pani Marii.

Mąż kobiety, pomimo ogromnego bólu i rozpaczy, chciał nadal opiekować się ich wspólnym dziełem – hotelem Solinianką. – Kiedy wyjeżdżała z Bieszczad, nieraz powtarzała, że jej serce tam zostało, dlatego mąż uczcił jej pamięć i łączącą ich miłość, układając w pobliżu ośrodka olbrzymie, widoczne z daleka serce z czerwonych krzewów. Tym samym dotrzymał danego słowa, choć zawsze miał nadzieję, że zrobi to Maria… – podaje lokalny portal.

Źródło: fakt.pl

Foto: Darek Delmanowicz/PAP,, szewo.com

Dodaj komentarz