fbpx

Adoptowali całą siódemkę rodzeństwa, żeby nie rozdzielać dzieci

Josh i Jessaca Clarkowie związali się małżeństwem 5 lat temu. Od samego początku marzyli o licznej rodzinie, nie ograniczając się tylko do potomstwa biologicznego. Po narodzinach syna Noaha, myśl o adopcji nadal była obecna w ich życiu. Pewnego dnia otrzymali telefon, który zmienił wszystko.

Josh odłożył słuchawkę i oznajmił: „Siedem. Co ty na to?”. Jessaca odpowiedziała, myśląc o wieku: „Siedmiolatek?”. Na co Josh wyjaśnił: „Nie, chodzi o siedmioro dzieci”. Jessaca wspomina, że po modlitwie w nocy, nazajutrz oboje wypowiedzieli te same słowa: „Jeśli nie my, to kto inny?”. Uznali, że plany wyższe są znacznie lepsze niż te, które mogliby sobie wymarzyć.

I tak rodzina Clarków powiększyła się o siedmioro dzieci: Marię, Elizabet, Guillerma, Jasona, Kristinę, Katerin i Jamesa. Noah przywitał nowych członków rodziny słowami: „Przez 1,426 dni byłem jedynym dzieckiem. Ale 9 maja 2017 roku stałem się najmłodszym bratem”.

Jessaca wyznała, że największym wyzwaniem było dostosowanie się do faktu, iż dzieci są w wieku szkolnym. Przypomniała sobie pierwszy raz, kiedy dzieci przyniosły pracę domową i musiała znaleźć sposób, aby pomóc sześciorgu z nich w zadaniach. Tamtej nocy nie zakończyli nauki przed 20:00, ale ostatecznie udało im się opracować plan działania.

Susan Boatwright z Georgia Division of Family and Children Services podkreśliła, że Clarkowie są wyjątkową parą, rozumiejącą znaczenie utrzymania rodzeństwa razem. Z jej doświadczenia wynika, że rodzeństwo adoptowane wspólnie lepiej radzi sobie w nowym domu, zachowując rodzinne więzi. Rozdzielenie ich byłoby bardzo trudnym doświadczeniem.

Jessaca, wychowana w rodzinie, która również była rodziną zastępczą, twierdzi, że dzieci są podekscytowane i czują się kochane, ciesząc się, że nie muszą już żyć z walizkami przy drzwiach.

Clarkowie teraz marzą o przeprowadzce do większego domu i możliwości adoptowania kolejnego dziecka. Jessaca mówi, że w Georgii około 13 tys. dzieci przebywa w rodzinach zastępczych, a około 1,2 tys. czeka na adopcję. Nie wyobrażają sobie, by mogli zamknąć przed nimi drzwi swojego domu.

Dodaj komentarz