Powstaje globalne logo „AI-free”. Firmy chcą wyróżniać treści tworzone przez ludzi

Na świecie coraz wyraźniej widać nowy trend związany z rozwojem sztucznej inteligencji. Organizacje z Europy, Stanów Zjednoczonych i Australii pracują nad oznaczeniem „AI-free”, które miałoby potwierdzać, że dany produkt lub treść powstały bez udziału AI. Celem jest stworzenie znaku rozpoznawalnego na całym świecie, który dla odbiorców byłby jasnym sygnałem, że za dziełem stoi człowiek.

To reakcja na rosnącą skalę wykorzystywania sztucznej inteligencji, a także na obawy związane z automatyzacją pracy i wypieraniem kolejnych zawodów. W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się już oznaczenia takie jak „Proudly Human”, „Human-made”, „No AI” czy „AI-free”. Można je zobaczyć na filmach, stronach internetowych, w materiałach marketingowych, a nawet na książkach.

Na rynku pojawia się coraz więcej konkurencyjnych oznaczeń

Obecnie działa co najmniej osiem inicjatyw, które próbują stworzyć znak mogący zdobyć globalną rozpoznawalność podobną do certyfikatu Fair Trade. Problem w tym, że równolegle powstaje wiele różnych oznaczeń, a każde z nich może opierać się na nieco innych zasadach. Eksperci zwracają uwagę, że bez wspólnego standardu konsumenci mogą zwyczajnie się pogubić.

– Sztuczna inteligencja powoduje ogromne zmiany, a różne definicje tego, co jest „stworzonym przez człowieka”, wprowadzają zamieszanie wśród konsumentów – mówi BBC dr Amna Khan z Manchester Metropolitan University.

Badaczka podkreśla, że potrzebna jest jedna, uniwersalna definicja, która pozwoli budować zaufanie i da odbiorcom większą pewność. Bez tego samo oznaczenie może nie wystarczyć, by rozwiać wątpliwości dotyczące sposobu powstania danego dzieła.

Własne systemy oznaczeń wprowadzają dziś zarówno firmy, jak i organizacje non-profit z Wielkiej Brytanii, Australii oraz USA. Rozwój certyfikatów „AI-free” to bezpośrednia odpowiedź na szybki wzrost znaczenia generatywnej sztucznej inteligencji w branżach takich jak reklama, moda, wydawnictwa, muzyka czy obsługa klienta.

Nie wszędzie obowiązują te same zasady

Część oznaczeń, jak projekty no-ai-icon.com, ai-free.io czy notbyai.fyi, można pobrać i stosować niemal bez kontroli albo po uiszczeniu niewielkiej opłaty. Inne inicjatywy podchodzą do sprawy znacznie bardziej rygorystycznie. Przykładem jest aifreecert, gdzie potrzebna jest płatna certyfikacja i szczegółowa weryfikacja. W takim modelu wykorzystywani są zarówno analitycy, jak i specjalne narzędzia do wykrywania treści tworzonych przez AI.

To pokazuje, że rynek dopiero kształtuje swoje zasady. Dla jednych ważna jest łatwość wdrożenia oznaczenia, dla innych kluczowa pozostaje wiarygodność i możliwość realnego potwierdzenia, że dany utwór rzeczywiście został przygotowany przez człowieka.

Największy problem? Definicja „bez AI”

Najwięcej wątpliwości budzi dziś samo znaczenie określenia „AI-free”. Eksperci podkreślają, że uzgodnienie wspólnej definicji ludzkiej twórczości będzie bardzo trudne, bo sztuczna inteligencja jest już obecna w ogromnej liczbie codziennych narzędzi.

– AI jest dziś tak powszechna i zintegrowana z różnymi platformami, że bardzo trudno ustalić, co naprawdę oznacza „AI-free” – mówi badaczka sztucznej inteligencji Sasha Luccioni.

Jej zdaniem sztuczna inteligencja działa dziś raczej na pewnym spektrum, dlatego prosty podział na treści tworzone z AI i bez AI może nie oddawać całej złożoności sytuacji. W praktyce problemem staje się tak zwana szara strefa, czyli przypadki, w których człowiek tworzy dzieło samodzielnie, ale korzysta z narzędzi wspierających korektę, edycję lub organizację pracy.

Obecnie debata coraz częściej skupia się na trzech poziomach: „Pure Human”, czyli całkowicie bez użycia AI, „AI-Assisted”, gdzie sztuczna inteligencja pomaga w edycji lub poprawkach, oraz „AI-Generated”, gdy treść została wygenerowana na podstawie promptu. Brak wspólnej skali sprawia jednak, że ten sam znaczek może oznaczać zupełnie co innego w zależności od branży. To z kolei otwiera pole do nadużyć określanych już mianem „human-washingu”.

Filmy i książki już zaczynają się wyróżniać

W świecie filmu temat oznaczeń „AI-free” przestaje być teorią. W napisach końcowych thrillera Heretic z 2024 roku, z udziałem Hugh Grant, pojawiła się informacja: „Przy produkcji filmu nie wykorzystano generatywnej AI”.

Jeszcze dalej poszedł dystrybutor The Mise en scène Company, który umieścił na plakacie swojego najnowszego filmu oznaczenie „No AI was used”.

– Wspieramy rozwój branży AI, ale uważamy, że treści tworzone przez ludzi zyskują dziś dodatkową wartość ekonomiczną – mówi prezes firmy Paul Yates.

Takie przykłady pokazują, że dla części odbiorców informacja o ludzkim autorstwie staje się coraz bardziej istotna. Nie chodzi już wyłącznie o sam sposób produkcji, ale również o wartość, autentyczność i unikalność dzieła.

Rynek kreatywny coraz mocniej odczuwa zmiany

W branżach kreatywnych przybywa dziś produktów tworzonych przy użyciu sztucznej inteligencji. Książki, filmy czy muzyka mogą powstawać szybciej i taniej niż przy tradycyjnych metodach. Jednym z przykładów jest studio filmowe Intelliflicks z Bollywood, które specjalizuje się w produkcjach realizowanych niemal w całości z pomocą generatywnej AI.

Jednocześnie odbiorcy nie zawsze wiedzą, czy mają do czynienia z twórczością człowieka, czy z projektem wygenerowanym przez algorytmy. Tak było chociażby w przypadku wiralowego zespołu Velvet Sundown, który ostatecznie okazał się przedsięwzięciem stworzonym całkowicie przez sztuczną inteligencję.

W branży książkowej wydawnictwo Faber and Faber zaczęło umieszczać na wybranych publikacjach oznaczenie „Human Written”. Pisarka Sarah Hall poprosiła o dodanie takiej informacji do swojej powieści Helm. Autorka określiła też wykorzystywanie książek do trenowania modeli AI jako „kradzież twórczości na ogromną skalę”. Nadal jednak nie jest jasne, w jaki sposób wydawnictwo sprawdza, czy dana książka rzeczywiście powstała bez pomocy sztucznej inteligencji.

Powstaje nowy trend: „Human Premium”

Coraz częściej mówi się również o zjawisku określanym jako „Human Premium”. Chodzi o sytuację, w której produkty opatrzone certyfikatem potwierdzającym ludzkie autorstwo zaczynają osiągać wyższe ceny niż ich odpowiedniki generowane masowo. Dla klientów oznaczenie „AI-free” przestaje być więc wyłącznie deklaracją etyczną, a staje się także obietnicą wyjątkowości, autentyczności i emocjonalnej głębi.

Firma Books by People uważa, że branża wydawnicza potrzebuje wiarygodnego standardu informowania o autorstwie.

– Wydawcy mierzą się dziś z nową rzeczywistością, w której książki można stworzyć w kilka minut zamiast w miesiące czy lata – mówi współzałożycielka firmy Esme Dennys.

Przedsiębiorstwo współpracuje już z pięcioma wydawcami i wprowadziło pierwszy certyfikat przy książce Telenova.

Australia stawia na ścisłą weryfikację

W Australii działa inicjatywa Proudly Human, która wdraża jeszcze bardziej rygorystyczne procedury. Audytorzy analizują proces powstawania książki na każdym etapie — od rękopisu aż po wersję e-book. Firma planuje rozszerzyć certyfikację także na muzykę, fotografię, film i animację.

– Certyfikat potwierdzający ludzkie pochodzenie treści jest konieczny. Samo oświadczenie autora nie wystarczy, dlatego stosujemy pełny proces weryfikacji – mówi BBC Alan Finkel, szef firmy.

Czy powstanie jeden światowy standard?

Dyskusja wokół oznaczeń „AI-free” dopiero się rozpędza, ale już dziś widać, że temat będzie zyskiwał na znaczeniu. Rosnąca liczba certyfikatów pokazuje, że wiele środowisk chce chronić ludzką twórczość i wyraźnie odróżniać ją od treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Jednocześnie bez wspólnych zasad i jasnych definicji takie oznaczenia mogą stać się źródłem kolejnych nieporozumień.

Niezależnie od tego, jaki kierunek ostatecznie obiorą te inicjatywy, jedno wydaje się pewne: dla wielu odbiorców informacja, że za dziełem stoi człowiek, zaczyna mieć coraz większe znaczenie. W świecie szybkiej automatyzacji może to być wartość, której nie da się łatwo zastąpić.

Dodaj komentarz