Hiszpanie wymyślili pływające farmy


Za 65 lat dostępu do wody pitnej nie będzie miało od 1,1 do 3,2 mld ludzi – wynika z szacunków IPCC (Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu). Z kolei z powodu głodu będzie cierpieć od 200 do 600 mln osób na całym świecie. Wszystko dlatego, że gwałtownie wzrośnie populacja na planecie – o ok 2 mld osób. Z kolei zasoby planety nieustannie się kurczą.
Ratunkiem mają być tzw. pływające farmy, ang. Smart Floating Farms (SFF). Innymi słowy są to trzykondygnacyjne moduły zasilane energią słoneczną i wiatrową. Na najniższej kondygnacji będzie odsalana woda morska. Pozwoli to na prowadzenie hodowli ryb słodkowodnych. Środkowy poziom posłuży do uprawy roślin bez gleby. Na najwyższym piętrze zostaną umieszczone natomiast baterie słoneczne i turbiny wiatrowe, a także kolektory i zbiorniki do chwytania oraz gromadzenia wody z opadów. Na platformie znajdzie się też miejsce dla punktu przetwórstwa ryb i warzyw.
Plan zakłada, że rośliny będą uprawiane hydroponicznie, czyli bez użycia gleby. Gospodarstwo ma być zasilane panelami słonecznymi, podlewane odsalaną wodą morską, a na najniższym poziomie ma mieścić się hodowla ryb. Na razie jest to tylko projekt, jednak zakłada wykorzystanie materiałów i technologii istniejących obecnie.
Pływające gospodarstwa rolne były proponowane już wcześniej, to jednak wyróżnia się jedną zasadniczą cechą – jest zaprojektowane w taki sposób, żeby stworzyć mini ekosystem. Część odpadów roślinnych posłuży do karmienia ryb, które z kolei mają pomóc w nawożeniu roślin.


Źródło: ecowatch.com





