Policjant pomógł zdesperowanej, samotnej matce, która kradła pieluchy ze sklepu, dla swoich dzieci


Gdy skończyły się pieluchy, kobieta przez chwilę rozważała używanie wielorazowych. Jednak nie miała gdzie ich prać. Zdecydowała się więc na desperacki krok. – „Poszłam do Walmartu, wzięłam ciuchy, buty, pieluchy, chusteczki dla dzieci i po prostu wyszłam. Ale złapali mnie” – opowiada pani Robinson.
Na miejsce zdarzenia przyjechał wezwany przez sklep policjant, Mark Engravalle. Zauważył, że niektóre z dzieci towarzyszących kobiecie są bose i mają brudne stopy. Potem spojrzał na to, co ukradła. Zapytał samotną matkę, jak wygląda jej sytuacja.
Mark dowiedział się, że Sarah i jej dzieci żyją w głodzie i biedzie odkąd umarł ich mąż i ojciec. Od tamtej pory kobieta nie jest w stanie samodzielnie wychować dzieci. Rodzina ledwo wiązała koniec z końcem. Mieszkała w samochodzie campingowym. Dodatkowo ktoś okradł go z wszystkiego, co mogło mieć jakąkolwiek wartość.
Kobieta po prostu się rozpłakała. – „Nie wiedziałam, co mam powiedzieć czy zrobić. To było okropne. Myślałam, że pójdę do więzienia” – opowiadała pani Robinson.
Policjant zrobił jednak coś, czego się nie spodziewała. Nie tylko nie aresztował jej za kradzież, ale poszedł z dziećmi do sklepu i kupił wszystko, co było potrzebne. Łącznie z butami, które mogły same wybrać. – „Sam ma dwójkę dzieci. Pewnie dlatego bieda tej rodziny tak bardzo go poruszyła” – mówił John Demoss, rzecznik policji.
Na tym jednak się nie skończyło. Następnego dnia zadzwonił i powiedział, że nadal chce im pomagać. Również w znalezieniu mieszkania. Od tego czasu komenda, na której pracuje policjant o wielkim sercu, jest zasypywana telefonami. Ludzie przychodzą nawet osobiście, by zapytać, jak mogą pomóc. Mundurowi planują zrobić zbiórkę na rzecz rodziny i wpłacić pieniądze na specjalnie założone konto w banku.
Pani Robinson jest wstyd, że musiała kraść. Tłumaczy, że zrobiła to dla córek. Jest bardzo wdzięczna za okazane serce i ma nadzieję na znalezienie pracy, by móc stanąć na własnych nogach. Do końca życia będzie wdzięczna Markowi Engravalle. – „Nie mam takich słów, by wyrazić swoją wdzięczność. Moja rodzina ma u niego dług do końca życia”– mówi wzruszona.
Aktualnie, udało się znaleźć dla rodziny dach nad głową, nie muszą już mieszkać w samochodzie.
Sarah również nie próżnuje, jest dobrze wykształcona, zna hiszpański oraz potrafi obsłużyć komputer. Dzięki temu szybko uda jej się znaleźć pracę, żeby móc jak najlepiej zająć się dziewczynkami.
Źródło: abcnews.go.com






