Od 16 miesięcy nie kupuje nowych ubrań. Jak to zmieniło jej życie?

Na portalu NOIZZ znaleźliśmy doskonały artykuł autorstwa Anny Pięty. Oto jego fragment:

Od ponad roku nie kupiłam ani jednej nowej rzeczy. Czekam aż wielkie marki zaczną produkować w zrównoważony sposób, czyli taki który szanuje nasze środowisko i ludzi. Nie jestem buntowniczką, po prostu mam dość ślepej konsumpcji i kłamstw branży modowej.

Poza tym, że nadal oddycham, jeżdżę na rowerze, mam normalny apetyt i zdrowe serce, to mam też więcej czasu, dokładnie wiem co jest w mojej szafie, korzystam z tego, co już mam, a codzienne wybory pt. „co na siebie włożyć” stały się trzyminutową czynnością. Mam więcej pieniędzy i czasu na przyjemności, a duże sieciowe sklepy omijam bez żalu, jakby codziennie była niehandlowa niedziela. W zasadzie to już ich nawet nie zauważam.

Ten świadomy wybór, moja prywatna decyzja stały się przyczynkiem do nazywania mnie buntowniczką i aktywistką modową. A ja pomyślałam: niezwykłe, jak daleko zaszliśmy w ślepej konsumpcji, że jej ograniczanie jest dziś buntem? Postanowiłam jednak zrobić z tego walor i skorzystać z siły przekazu, jaką daje mi nowy przydomek, żeby opowiadać w jak marnotrawnym i okrutnym systemie powstaje większość naszych ubrań.

Oto garść faktów, dzięki którym zastanowicie się czy naprawdę potrzebujecie nowych ubrań:

  • Co 4- 5 sezonów wciska się nam to, co już mamy tylko w innym odcieniu czy z dodatkową kokardką.
  • Norma w fabryce „fast fashion” to 80 sztuk do uszycia w godzinę, siedzenie w pieluchach przy maszynie, praca po 14 godzin dziennie, a wynagrodzenie to czasem 26 dolarów miesięcznie w Etiopii i około 120- 150 dolarów za miesiąc w Azji. Na pytanie czemu tak mało, wielkie koncerny odpowiadają, że nigdy nie obiecywały płacy minimalnej.
  • Globalnie wyrzucamy nawet 60% odzieży. Ubrania lądują w śmietniku, są palone, a w najlepszym wypadku lądują w Afryce, gdzie są donaszane w drugim obiegu. Te kraje również zaczynają się buntować, ponieważ nie są w stanie przerobić masy ciuchów, jaką nasz uprzywilejowany świat im podrzuca.
  • Z blisko 100 mln ubrań produkowanych co roku tylko 1% podlega recyklingowi.
  • Produkcja ciuchów odpowiada za 20% zanieczyszczeń wszystkich wód na świecie (co sezon widać to po rzekach, które przyjmują w kolor najmodniejszego koloru sezonu) i wytwarza więcej CO2 do atmosfery niż wszystkie linie lotnicze razem wzięte.
  • Jeśli liczba ludzi na ziemi będzie przyrastać w dotychczasowym tempie, to za 11 lat będziemy mieli ok. 18 kg tekstylnych śmieci na jednego mieszkańca/ mieszkankę naszej planety.
  • Wyprodukowanie jednego bawełnianego t- shirtu zużywa 2700 litrów pitnej wody, to równowartość tego, ile jedna osoba potrzebuje na prawie 2,5 roku. Analogicznie na powstanie pary jeansów potrzeba aż 10 000 litrów wody.
  • Ubrania wcale nie dają nam szczęścia. Udowodniono, że “pozakupowy high” utrzymuje się maksymalnie przez jeden dzień u około 55% konsumentów i konsumentek. Opłaca się?

 

Czytaj więcej: noizz.pl

Foto ilustracyjne

 

 


Dodaj komentarz