fbpx

Szawarsz Karapietian – wybitny sportowiec, obrońca ludzkiego życia

Jest rok 1976, Szawarsz Karapietian był wówczas właścicielem 11 rekordów świata, 13-krotnym mistrzem Europy, 17-krotnym mistrzem Świata i 7-krotnym mistrzem ZSRR w pływaniu stylem grzbietowym. Pływak kończył właśnie swoją rutynową, 20-kilometrową przebieżkę wzdłuż sztucznego Jeziora Jerewańskiego, gdy dobiegł go głośny huk. Okazało się, że trolejbus z 92 pasażerami przerwał barierkę i wpadł do 10-metrowego zbiornika. Większość pasażerów straciła przytomność podczas uderzenia. Pływak natychmiast wskoczył do wody o temperaturze bliskiej zera stopni, nogami rozbił okno w autobusie i zaczął wyciągać pasażerów. Nurkował łącznie 30 razy. Tylko dzięki jego pomocy 20 osób przeżyło. Wyczyn przypłacił kilkutygodniowym pobytem w szpitalu i długą rehabilitacją, po której nigdy już nie wrócił do wyczynowego uprawiania sportu.

„Wiedziałem, że jestem w stanie wykonać tylko określoną ilość zanurzeń, bałem się, że zacznę popełniać błędy. Tam na dole było tak ciemno, że nic nie widziałem. Jednym razem chwyciłem siedzenie zamiast pasażera… mogłem uratować człowieka. To siedzenie wciąż prześladuje mnie w moich snach…” – wspominał bohater.

Cała sytuacja nie mogła się nie odbić na zdrowiu naszego bohatera. W wyniku wielokrotnych zanurzeń w brudnej, lodowatej wodzie i poranionego ciała przez odłamki szyby trolejbusu, młody pływak zachorował na obustronne zapalenie płuc i zakażenie krwi.

W 1985 roku Karapietian znalazł się niedaleko płonącego budynku. Co było dalej, oczywiście wszyscy sobie możemy wyobrazić. Szawarsz bez zastanowienia wbiegł do środka i zaczął wyprowadzać stamtąd ludzi. Efekt – ciężkie poparzenia i kilka miesięcy spędzonych w szpitalu. Wobec takich czynów nawet władze radzieckie musiały ulec! Dwa lata później Szawarsz Karapietian został nagrodzony, a przede wszystkim jego dokumenty zostały odtajnione. Świat mógł poznać prawdziwego bohatera, który poświęcił tak wiele w imię czegoś najważniejszego – ludzkiego życia.

Dodaj komentarz