Dziesięć małych płócien: Nadzieja Hucaliuk o przekształceniu manicure w sztukę
Małe, niemal niezauważalne płótno. Dziesięć miniaturowych obrazów, które nosisz ze sobą wszędzie. Dzieła sztuki o żywotności kilku tygodni. Nadzieja Hucaliuk, założycielka metodologii NailCanvas, zamienia zwykły manicure w prawdziwe dzieło sztuki. W wieku zaledwie 26 lat zdobyła status sędziowskiego członka Beauty Association of Ukraine i uczy swojej techniki aerografii w kilku krajach.
Spotkaliśmy się z Nadzieją, by porozmawiać o tym, jak zwykła procedura kosmetyczna może stać się przestrzenią do twórczego wyrażania siebie.
Nadziejo, wiele osób traktuje manicure wyłącznie jako usługę. Jak udało się Pani przekształcić go w sztukę?
Myślę, że wszystko zależy od podejścia. Można patrzeć na paznokcie jak na powierzchnię do ozdabiania, ale można też dostrzec w nich dziesięć małych płócien. Ja wybrałam tę drugą drogę.
Kiedy zaczynałam pracę, zdziwiło mnie, że większość stylistek po prostu kopiuje te same wzory. Nie ma w tym nic złego, ale ja pragnęłam czegoś więcej — tworzyć coś unikalnego dla każdej osoby.
Przełomem było dla mnie poznanie techniki aerografii. To metoda polegająca na natryskiwaniu farby na powierzchnię przy pomocy specjalnego narzędzia. Pozwala ona na uzyskanie niezwykle cienkich linii, płynnych przejść kolorystycznych, efektów głębi i trójwymiarowości. Nagle zyskałam narzędzie, które umożliwiało realizację nawet najbardziej skomplikowanych pomysłów na maleńkiej powierzchni paznokcia.
Proszę opowiedzieć o swojej metodologii NailCanvas. Co ją wyróżnia?
NailCanvas to kompletny system projektowania manicure. W jego centrum leży przekonanie, że paznokcie powinny odzwierciedlać wewnętrzny świat człowieka.
Zawsze zaczynam od rozmowy z klientką. Interesuje mnie nie tylko, jakie kolory lubi, ale co ją pasjonuje, w jakim jest nastroju, czym się zajmuje. Na tej podstawie tworzę indywidualny projekt.
Kluczowym elementem metodologii jest praca z aerografem. To narzędzie daje możliwości, których nie da się osiągnąć tradycyjnym pędzlem. Mogę na przykład uzyskać efekt przestrzeni kosmicznej, fakturę marmuru albo imitację akwareli.
Kolejnym wyróżnikiem jest uwzględnianie psychologicznego wpływu kolorów. Na przykład odcienie niebieskiego i zieleni uspokajają, a czerwienie i pomarańcze dodają energii. Czasem klientce potrzebny jest manicure, który będzie wspierał ją w stresujących sytuacjach lub dodawał pewności siebie na ważnych spotkaniach.
Pani prace istnieją tylko przez kilka tygodni. Nie szkoda się z nimi rozstawać?
Wie Pan, w tej ulotności jest coś niezwykle pięknego. Tworzę sztukę, która z założenia nie ma trwać wiecznie, i to daje niesamowitą wolność twórczą.
Kiedy malarz tworzy obraz, często myśli o tym, że dzieło może wisieć w muzeum przez setki lat. To niesie ze sobą pewną presję. W moim przypadku jest inaczej — każda praca ma swój krótki, ale intensywny żywot.
Oczywiście czasem trudno pożegnać się z wyjątkowo udanym projektem. Dlatego fotografuję swoje prace, a najlepsze z nich trafiają do mojego portfolio. Ale najważniejsze, że zostają w pamięci klientów. Często dostaję wiadomości od osób, które wspominają manicure wykonany kilka lat wcześniej — tak wielkie wrażenie na nich zrobił.
Tworzy Pani również dzieła przy użyciu aerografu na większych powierzchniach. Proszę o tym opowiedzieć.
Tak, poza paznokciami pracuję również na deskach. To zupełnie inne doświadczenie — pracuje się na powierzchni 30–40 cm, a nie na maleńkim paznokciu.
Początkowo zajęłam się tym na potrzeby konkursów branżowych. W świecie manicure istnieje dyscyplina „aerografia na desce”, gdzie artyści prezentują swoje umiejętności tworząc pełnoprawne dzieła sztuki.
Z czasem przerodziło się to w osobny nurt mojej twórczości. Tworzę kompozycje abstrakcyjne, pejzaże, portrety — wszystko, co mnie w danym momencie inspiruje.
Co ciekawe, te dwie praktyki wzajemnie na siebie wpływają. Praca na dużym formacie uczy mnie lepszego wyczucia kompozycji i koloru. A doświadczenie pracy w mikroskali rozwija uważność na detale, które potem wzbogacają moje większe realizacje.
W 2019 roku została Pani sędzią Beauty Association of Ukraine. Jak ten tytuł wpłynął na Pani twórczość?
Pełnienie roli sędziego bardzo zmieniło moje spojrzenie na własną pracę. Oceniając innych, nieuchronnie zaczynasz przykładać te same kryteria do siebie.
Stałam się bardziej skrupulatna, jeśli chodzi o aspekty techniczne — czystość linii, równowagę kompozycji, jakość detali. Zrozumiałam też, że najważniejsze jest oddziaływanie emocjonalne — zdolność zaskoczenia lub poruszenia widza.
Inną lekcją było uświadomienie sobie, że w sztuce nie ma jednej słusznej drogi. Na konkursach widuję prace klasyczne, awangardowe, minimalistyczne i bardzo złożone — i każda z nich może być piękna na swój sposób.
Dla mnie sędziowanie to ciągła nauka i poszerzanie horyzontów. Obserwuję, co robią najlepsi artyści z całego świata, poznaję nowe techniki i trendy. To mnie motywuje, by iść naprzód i nieustannie się rozwijać.
Dziś wielu twierdzi, że prawdziwa sztuka nie idzie w parze z komercją. Jak Pani znajduje balans?
Nie widzę sprzeczności między sztuką a działalnością komercyjną. Najwięksi artyści w historii pracowali na zlecenie — Michał Anioł malował Kaplicę Sykstyńską nie z własnej inicjatywy, to był projekt komercyjny swoich czasów!
W mojej pracy relacja z klientem nie jest ograniczeniem, lecz twórczym dialogiem. Poznaję oczekiwania osoby, proponuję swoje pomysły i wspólnie dochodzimy do rozwiązania, które podoba się nam obojgu.
Oczywiście czasem trzeba iść na kompromis. Ale mam swoje zasady, których nie łamię. Na przykład nie wykonam projektu, który uważam za nieestetyczny, nawet jeśli klient na nim nalega. Zawsze proponuję alternatywy i tłumaczę swoje podejście.
Wydaje mi się, że praca z klientami wzbogaca twórczość. Spotyka się różnych ludzi, z różnymi historiami i gustami. To poszerza horyzonty i daje nowe pomysły — takie, na które być może nigdy bym nie wpadła, pracując wyłącznie dla siebie.
Jakie kierunki lub artyści są dla Pani inspiracją?
Inspirują mnie twórcy, którzy nie boją się zacierać granic między różnymi dziedzinami sztuki. Na przykład Takuro Kuwata, który zamienia zwykłe przedmioty w dzieła artystyczne.
Z klasyków bliski mi jest Wassily Kandinsky, zwłaszcza jego przemyślenia na temat emocjonalnego oddziaływania koloru i formy. Te idee bardzo dobrze korespondują z moim podejściem do projektowania.
W świecie aerografii podziwiam Alberta Vargasa i Hajime Sorayamę. Ich zdolność do tworzenia hiperrealistycznych obrazów za pomocą farby natryskowej jest zachwycająca.
Inspiruje mnie także współczesny trend demokratyzacji sztuki — dążenie do tego, by sztuka była częścią codziennego życia, a nie zarezerwowana wyłącznie dla elit. W tym sensie moja praca to mały wkład w wielki ruch, który zmienia nasze wyobrażenia o tym, gdzie może istnieć piękno.

Opracowanie: Kamila Gulbicka

