Myślano, że wyginęły. Teraz 18 rozgwiazd wróciło na kalifornijską rafę

Rozgwiazdy słonecznikowe, jedne z największych i najważniejszych drapieżników kalifornijskich raf, niemal zniknęły po katastrofalnej chorobie, która od 2013 roku pustoszyła wybrzeże Pacyfiku. Teraz u wybrzeży hrabstwa Sonoma odkryto grupę 18 osobników. To największe takie znalezisko w wodach Kalifornii od początku wielkiego wymierania.

Ta wiadomość jest ostrożna, ale bardzo dobra. Nikt nie ogłasza jeszcze pełnego powrotu gatunku. Naukowcy wiedzą, że przed rozgwiazdami słonecznikowymi wciąż stoją ogromne wyzwania: choroba, ocieplanie oceanu, utrata lasów kelp i mała liczebność populacji. A jednak widok dojrzałych, dzikich osobników w jednym miejscu jest czymś więcej niż ciekawostką. To znak, że w oceanie mogły przetrwać osobniki zdolne do odbudowy populacji.

Odkrycia dokonano w zatoce w pobliżu Sea Ranch na wybrzeżu hrabstwa Sonoma. W poszukiwaniach brali udział między innymi przedstawiciele Kashia Band of Pomo Indians, naukowcy z morskich sanktuariów Greater Farallones i Cordell Bank, The Nature Conservancy oraz Sonoma State University. Wszystko zaczęło się od pojedynczej dzikiej rozgwiazdy zauważonej wcześniej przez nurka. Gdy badacze wrócili w to miejsce, znaleźli ich 18.

Stary przyjaciel oceanu wrócił na rafę

Rozgwiazda słonecznikowa, czyli Pycnopodia helianthoides, nie przypomina małej, spokojnej rozgwiazdy z pocztówki. To jeden z największych gatunków rozgwiazd na świecie. Może mieć nawet 16–24 ramiona, osiągać ponad 90 centymetrów rozpiętości i poruszać się zaskakująco szybko jak na mieszkańca dna morskiego.

Jej rola w ekosystemie jest ogromna. To drapieżnik, który poluje między innymi na jeżowce. A jeżowce, jeśli nie są trzymane w ryzach, potrafią masowo niszczyć lasy kelp, czyli podwodne lasy brunatnic. Te lasy są dla oceanu tym, czym lasy na lądzie: tworzą schronienie, karmią wiele gatunków i stabilizują całe środowisko.

Dlatego zniknięcie rozgwiazd słonecznikowych było dla Kalifornii czymś znacznie poważniejszym niż utratą jednego efektownego gatunku. Po ich spadku liczebności populacje purpurowych jeżowców zaczęły rosnąć, a wiele fragmentów podwodnych lasów kelp zamieniło się w ubogie „pustynie” jeżowców.

Choroba, która zmieniła wybrzeże

Katastrofa zaczęła się w 2013 roku. Wzdłuż wybrzeża Pacyfiku rozprzestrzeniła się choroba znana jako sea star wasting syndrome, czyli zespół wyniszczania rozgwiazd. Atakowała wiele gatunków, ale rozgwiazdy słonecznikowe okazały się szczególnie podatne.

Skala była ogromna. Według California Ocean Protection Council choroba mogła doprowadzić do śmierci około 6 miliardów rozgwiazd słonecznikowych, czyli blisko 95 procent globalnej populacji tego gatunku. W dużej części dawnego zasięgu w Kalifornii gatunek uznano za funkcjonalnie wymarły.

Dla badaczy był to jeden z najbardziej dramatycznych przykładów tego, jak szybko może zachwiać się równowaga w morskim ekosystemie. Gdy znika kluczowy drapieżnik, skutki rozchodzą się dalej: od jeżowców, przez kelp, po ryby, bezkręgowce, ssaki morskie i całe przybrzeżne środowisko.

18 osobników, które dają nadzieję

Właśnie dlatego znalezisko z Sonoma County ma tak duże znaczenie. Pojedyncza rozgwiazda byłaby dobrą wiadomością, ale grupa 18 dojrzałych osobników w jednym miejscu jest czymś znacznie ważniejszym. Naukowcy zwracają uwagę, że rozgwiazdy słonecznikowe rozmnażają się skuteczniej wtedy, gdy osobniki znajdują się blisko siebie.

Lauren Schiebelhut, badaczka analizująca próbki genetyczne z odnalezionych osobników, powiedziała SFGATE, że ekscytujące było nie tylko samo miejsce, ale obecność większych, dojrzałych rozgwiazd w zagęszczeniu, które może mieć znaczenie dla rozmnażania. Jak dodała, pojedynczy osobnik „niewiele robi dla populacji”.

To ważne zdanie. W ochronie przyrody nie chodzi wyłącznie o wzruszający widok jednego ocalałego zwierzęcia. Chodzi o pytanie, czy gatunek ma szansę tworzyć populację, rozmnażać się i wracać do swojej ekologicznej roli. Odpowiedź nie jest jeszcze pewna, ale tym razem naukowcy mają powód do ostrożnego optymizmu.

Dlaczego te rozgwiazdy przetrwały?

Największa zagadka brzmi: skąd wzięły się te osobniki i dlaczego przetrwały, gdy tak wiele innych zginęło? Badacze analizują ich geny, kondycję oraz możliwą odporność na chorobę. Chcą sprawdzić, czy mamy do czynienia z przypadkową grupą ocalałych, czy może z linią, która posiada cechy pomagające przetrwać infekcję.

To pytanie jest ważne także dla programów hodowli i przyszłej reintrodukcji. Jeśli dzikie osobniki z Kalifornii okażą się genetycznie cenne albo bardziej odporne, mogą pomóc w odbudowie gatunku nie tylko przez naturalne rozmnażanie, ale również przez wzbogacenie programów prowadzonych w akwariach i laboratoriach.

W ostatnich latach naukowcy zrobili tu ogromny postęp. Udało się zidentyfikować bakterię Vibrio pectenicida jako jedną z przyczyn choroby wyniszczającej rozgwiazdy. To przełom, bo jeśli znamy sprawcę, można lepiej monitorować ryzyko, szukać odpornych osobników i projektować działania ochronne.

Naukowcy nie czekają z założonymi rękami

Równolegle do poszukiwań dzikich rozgwiazd trwają programy hodowlane. California Academy of Sciences, The Nature Conservancy, Sunflower Star Laboratory i partnerzy pracują nad rozmnażaniem rozgwiazd słonecznikowych w warunkach kontrolowanych. Celem jest poznanie biologii gatunku, wzmocnienie jego odporności i — w przyszłości — wypuszczanie silniejszych osobników do środowiska.

W 2025 roku naukowcy prowadzili także eksperymenty z rozgwiazdami wychowanymi pod opieką człowieka, sprawdzając, jak reagują na realne warunki oceanu w Monterey Bay. W 2026 roku California Academy of Sciences zapowiedziała kolejne działania związane z tarłem i przekazywaniem larw do akwariów w całych Stanach Zjednoczonych.

To pokazuje, że historia z Sonoma nie jest samotnym przypadkiem. To część większego wysiłku, w którym naukowcy, nurkowie, akwaria, organizacje ochrony przyrody i lokalne społeczności próbują naprawić fragment morskiego świata.

Każdy może pomóc, ale trzeba zachować ostrożność

Badacze apelują do nurków i osób odwiedzających wybrzeże, by nie dotykać odnalezionych rozgwiazd. Jeśli ktoś zauważy taki gatunek, najlepszą pomocą jest zgłoszenie obserwacji, na przykład przez iNaturalist. Takie dane pomagają naukowcom śledzić rozmieszczenie osobników i planować dalsze badania.

Coraz większe znaczenie ma również eDNA, czyli środowiskowe DNA. Wszystkie organizmy zostawiają w wodzie drobne ślady biologiczne. Jeśli naukowcy wykryją w próbce wody DNA rozgwiazdy słonecznikowej, mogą przypuszczać, że osobniki znajdują się w pobliżu. To pozwala szukać rzadkich gatunków bez konieczności polegania wyłącznie na nurkowaniach.

Takie narzędzia są ciche, mało widowiskowe, ale bardzo nowoczesne. Dzięki nim ochrona przyrody staje się dokładniejsza, szybsza i mniej inwazyjna.

Źródło: sfgate.com

Dodaj komentarz