9-latek, 12-latek i 17-latek “wzorem odwagi dla policjantów”

Minister spraw wewnętrznych i administracji odznaczył we wtorek trzech bohaterskich chłopców z województwa śląskiego, Denisa, Michała i Adriana.

Denis uratował swoją mamę, miał wtedy dziewięć lat. Trzy lata starszy Michał – obcego mężczyznę na ulicy, który  leżał na chodniku i wyglądał na pijanego. 17-letni Adrian pomógł tonącej dziewczynce, później wskoczył do wody jeszcze raz, po jej tatę.

-Jest dla mnie zaszczytem, że trafiacie na listę młodych bohaterów ministerstwa i że dokonujemy tego w szkole policji. Dla wielu obecnych tutaj młodych funkcjonariuszy wy możecie być wzorem chłodnej głowy, stalowych nerwów i odwagi dla wszystkich powiedział Burdziński.

Kiedy Mama dziewięcioletniego wtedy Denisa Pugacza straciła przytomność, chłopiec bez wahania zadzwonił na numer ratunkowy.- Moja mama choruje na cukrzycę i nie reaguje na moje wołania – powiedział dyspozytorce, po czym podał dokładny adres.

Tego samego roku, we wrześniu, dwunastoletni Michał Dobaj z Dąbrowy Górniczej, wracając z z kolegami z rowerowej przejażdżki, zauważył na ulicy leżącego człowieka. W pierwszej chwili pomyślał że jest pijany. Ale jego ciało wydało się chłopcu dziwnie ułożone. Podszedł więc sprawdzić, czy mężczyzna oddycha. Zadzwonił na numer 112, następnie rozpoczął resuscytację.

W czerwcowe popołudnie siedemnastoletni Adrian Pięta poszedł się opalać nad stawem w rodzinnym Zabrzu.  Nagle usłyszał wołanie o pomoc i zobaczył na środku zalewu 6-letnią dziewczynkę. Bez chwili zastanowienia wskoczył do wody i wyciągnął ją n brzeg, następnie wrócił do wody po jej ojca.

Najmłodszy Denis wiedział co robić, bo został wyedukowany przez mamę: – Jeżeli poziom cukru jest skrajnie niski, traci się wtedy przytomność. Jeśli nie ma kontaktu przez dłuższy czas z mamą, zadzwoń na 112 i niech ratownicy postawią mamę na nogi. Wystarczyło, że powtórzyła mu to kilka razy. Pogotowie zabrało kobietę do szpitala i, jak zapowiedziała synowi, “postawili ją na nogi”.

Michała instruował przez telefon dyspozytor, jak ma uciskać klatkę piersiową leżącego na ulicy mężczyzny. Dorośli mijali ich, patrzyli się, nikt nie pomógł. Wcześniej chłopiec uczył się reanimacji na fantomie, którego dostał w prezencie w wieku 7 lat. Uratowany przez niego mężczyzna trafił do szpitala, niestety po kilku dniach zmarł. – Byłem niesamowicie wystraszony – powiedział później.

Dyspozytor był niesamowicie opanowany. – Nie wiedziałem wtedy, że jest tak młody. Bez najmniejszego problemu udzielił mi wszelkich potrzebnych informacji, bardzo dojrzale reagował na moje polecenia. Ta sytuacja powinna posłużyć jako materiał szkoleniowy.

Adrianowi nie udało się wyciągnąć ze stawu ojca sześciolatki. To pokopalniane wyrobisko, głębokie, zarybione, pełne roślinności i mułu. Niebezpieczne. – Musiałem skoczyć – powiedział krótko po akcji. Odważny jest. Tam było tyle ludzi, nikt nie wskoczył, a syn tak – mówi ojciec Adriana.

Źródło: tvn24

Dodaj komentarz