Są naturalne, urocze, ale i niebezpieczne. Chciałbyś w nich popływać?
Podczas moich podróży staram się odwiedzać miejsca nieoczywiste. Męczą mnie miejscowości typowo turystyczne, a jeszcze bardziej męczą mnie tłumy. Dlatego miejsca, o których chcę napisać, doskonale wpisują się w obraz moich idealnych wakacji czy wymarzonego weekendu. To naturalne baseny nadmorskie o nazwie ’charcos’.
Charco to po hiszpańsku „kałuża” lub „basen”. Na Wyspach Kanaryjskich, na których obecnie mieszkam, miejsc z tą właśnie nazwą jest bez liku i dotyczą one naturalnych basenów, przy których lokalni mieszkańcy, ale też przyjezdni, chętnie spędzają wolne chwile. Często są to kąpieliska niestrzeżone, dlatego podczas korzystania z nich trzeba zachować szczególną ostrożność i raczej nie udawać się tam samemu.
Baseny uformowane są przy brzegu ze skał wulkanicznych (takimi są Wyspy Kanaryjskie) i często tworzą jaskinie, groty lub wielkie szczeliny, tworzące przyjemną przestrzeń do pływania.
Kiedy fale na otwartym akwenie szaleją i wejście do oceanu byłoby co najmniej ryzykowne, a już na pewno bezmyślne, baseny zapewniają asekurację i przyjemny relaks. Często wyposażone są w metalowe drabinki i drewniane podesty.


Charco Azul na wyspie El Hierro jest usytuowane w bardzo malowniczym zakątku na dole klifu, do którego z parkingu prowadzą schody w dół. Potem trzeba się nimi powspinać do góry
. Ale warto!

Kilka tygodni po odwiedzeniu wyspy El Hierro, kiedy już myślałam, że „wszędzie byłam, wszystko widziałam”, spotkała mnie niespodzianka! Podczas sobotniej wycieczki odkryłam kolejne urocze miejsce na Fuerteventurze, jednej z kilku Wysp Kanaryjskich.
Całkiem na uboczu, po zachodniej stronie wyspy, zasłonięte skałami i zupełnie niewidoczne, jakby kryjące się przed okiem ludzkim, znajduje się Playa del Valle. Pod koniec wiedzie do niej szutrowa droga, z której naprawdę nie widać nic ciekawego. Skalista, płaska plaża a dookoła pustynna, kamienista sceneria wyspy. Może dlatego pewna grupka osób, która wysiadła z samochodu, popatrzyła w lewo, popatrzyła w prawo i …odjechała. Bo co tu robić kiedy nie ma tu nic ekscytującego, a i kąpiel w oceanie jest ryzykowna.

Ale prawdziwe cuda kryją się dopiero w skałach, po których trzeba bardzo ostrożnie przejść krótki kawałek, aby je zobaczyć. Charcos utworzone są tu w szczelinach skalnych, zachęcając do kąpieli turkusową i trochę cieplejszą, niż w otwartym oceanie, wodą. Jest ich tu kilka.
Nie jest to miejsce całkowicie bezpieczne, o czym przypomina tablica informacyjna przy parkingu. Poza wieloma zakazami obrazki przedstawiają potencjalne, liczne zagrożenia czyhające tu na Ciebie. Wśród nich znajdziemy silne prądy oceaniczne; nagłe uskoki skalne i głębinę, nawet blisko brzegu; ostre podwodne skały; wielkie fale i brak ratownika na straży. Jak zawsze w takich miejscach, trzeba zachować zdrowy rozsądek i obserwować ocean oraz jego pływy. Niektóre baseny podczas popołudniowego przypływu łączą się z otwartym oceanem i tam już raczej może być mało komfortowo. Ocean to niesamowity żywioł i zawsze trzeba mieć to na uwadze będąc z nim w bliskim kontakcie….

Niemniej, takie miejsca na pewno warto zobaczyć i spędzić w nich kilka godzin. Z dala od zgiełku, od tłumów, w krystalicznie czystej wodzie blisko natury, w naturalnym basenie prawie na wyłączność.
Być może będzie to też inspiracja dla niektórych na najbliższe wakacje, urlop lub przygodę na dłużej, tak jak było to w moim przypadku?

Więcej zdjęć z moich podróży znajdziesz na koncie na Instagramie lub na moim blogu.
Źródło: blog Nigdy za późno
Autor: Agata Pałach, autorka e-booka Jak tanio podróżować w każdym wieku i mieć z tego frajdę.

