Polska baza na końcu świata prawie gotowa. Naukowcy zyskają nowy dom na Antarktyce
Na jednym z najbardziej surowych krańców świata wyrasta budynek, który wygląda jak fragment przyszłości przeniesiony między śnieg, skały, wiatr i ocean. Nowa Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego jest już coraz bliżej ukończenia. To nie tylko inwestycja budowlana. To dowód, że polska nauka i polska inżynieria potrafią działać tam, gdzie każdy błąd natychmiast weryfikuje natura.
Wyspa Króla Jerzego leży około 14 tysięcy kilometrów od Polski. Właśnie tam, w archipelagu Szetlandów Południowych, od końca lat 70. działa Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego. Przez dekady była jednym z najważniejszych punktów obecności polskich badaczy na południowym krańcu globu. Teraz przechodzi modernizację, która ma zapewnić naukowcom bezpieczne, całoroczne i nowoczesne zaplecze na kolejne lata.
Najważniejsza część inwestycji, czyli nowy budynek główny stacji, nabrała już ostatecznego kształtu. Po kilku miesiącach intensywnych prac zakończono kluczowy etap montażu konstrukcji. W miejscu, gdzie nie ma portu, zwykłego zaplecza budowlanego ani możliwości szybkiego uzupełnienia brakujących materiałów, powstała bryła, która ma stać się sercem polskiej działalności badawczej na Antarktyce.
Budowa bez portu i bez marginesu błędu
Ten projekt od początku wymagał czegoś więcej niż dobrego planu. Materiały i sprzęt trzeba było dostarczyć z Polski na drugi koniec świata, a następnie rozładować bez klasycznej infrastruktury portowej. Podczas jednego z etapów prac rozładunek trwał siedem dni i odbywał się przy użyciu gąsienicowych transporterów pływających.
Dopiero po takim logistycznym maratonie ekipa mogła rozpocząć właściwy montaż. Od końca listopada 2025 roku do kwietnia 2026 roku prowadzono zaawansowane prace na Wyspie Króla Jerzego. W tym czasie zamontowano całą konstrukcję budynku, panele stropowe i elewacyjne oraz charakterystyczną złotawą blachę, dobraną specjalnie do ekstremalnych warunków Antarktyki.
Równolegle trwały prace wewnątrz. W budynku pojawiły się ścianki działowe, stolarka aluminiowa, podnośnik hydrauliczny, komory chłodni i mroźni z agregatami. Duży postęp wykonano także przy instalacjach wentylacyjnych, elektrycznych oraz wodno-kanalizacyjnych. To ważny moment, bo konstrukcja przestaje być tylko spektakularną bryłą w krajobrazie. Zaczyna zamieniać się w miejsce, w którym ludzie będą mieszkać, pracować i prowadzić badania.
Antarktyka sprawdza każdy detal
Budowanie na Antarktyce nie przypomina żadnej typowej inwestycji. Silny wiatr potrafi zatrzymać prace montażowe. Wysoka wilgotność, często przekraczająca 90 procent, testuje materiały i zabezpieczenia. Śnieg, deszcz, zasolenie, piasek niesiony wiatrem i temperatury odczuwalne spadające do około -25 stopni Celsjusza sprawiają, że nawet proste czynności stają się wyzwaniem.
Właśnie dlatego budynek musiał być zaprojektowany jak obiekt specjalny. Ma być odporny, lekki, szczelny i możliwy do montażu w miejscu, gdzie zaplecze przemysłowe praktycznie nie istnieje. Jego elementy musiały dać się prefabrykować, transportować w kontenerach, przenosić na miejscu i składać w krótkim antarktycznym sezonie.
Mateusz Falborski, kierownik budowy w Dekpol Budownictwo, podkreślał, że warunki bardzo szybko sprawdzają zastosowane rozwiązania. „Antarktyka bardzo szybko weryfikuje wszystkie założenia projektowe i technologiczne, jednak zastosowane przez nas rozwiązania sprawdziły się zgodnie z oczekiwaniami. Bardzo dobrze zdały egzamin m.in. pancerne okna, blacha elewacyjna odporna na wysoką wilgotność i zasolenie oraz piasek niesiony wiatrem, a także odpowiednio zaprojektowane na ekstremalne antarktyczne warunki pogodowe warstwy izolacyjne. Szczególne znaczenie ma również wyniesienie budynku na wysokość około trzech metrów ponad poziom terenu, co pozwala zabezpieczyć swobodny dostęp do budynku głównego w przypadku intensywnych opadów śniegu” – mówił.
Złoty budynek ponad śniegiem
Nowa stacja wyróżnia się nie tylko technologią, ale także wyglądem. Jej złotawa elewacja nawiązuje do dotychczasowego budynku, którego historia sięga 1977 roku. W surowym antarktycznym krajobrazie ta barwa ma jednak także praktyczny wymiar: zastosowana blacha została dobrana pod kątem odporności na wilgoć, sól i drobiny niesione przez wiatr.
Budynek został wyniesiony około trzy metry nad poziom terenu. To rozwiązanie pozwala ograniczyć problem zasypywania wejść śniegiem i ułatwia funkcjonowanie stacji w czasie trudnych warunków pogodowych. W architektonicznej koncepcji uwzględniono także kierunki wiatru, nasłonecznienie, relacje między przestrzeniami pracy, odpoczynku i zaplecza technicznego.
Z lotu ptaka bryła przypomina trójramienną gwiazdę, wirnik albo śmigło. Ten układ nie jest wyłącznie efektownym gestem projektowym. Ma porządkować funkcje budynku i umożliwiać jego przyszłą rozbudowę. To szczególnie ważne w miejscu, gdzie każdy metr przestrzeni musi być dobrze przemyślany.
Nowy dom dla polskich badaczy
Stacja Arctowskiego jest dla polskich naukowców czymś więcej niż miejscem pracy. Zimą, gdy dostęp do wyspy bywa bardzo utrudniony, a czasem niemożliwy, staje się całym światem dla kilku lub kilkunastu osób. Latem liczba mieszkańców może wzrosnąć nawet do kilkudziesięciu.
Dlatego w nowym budynku zaplanowano nie tylko laboratoria i pomieszczenia techniczne. W środku mają znaleźć się również pokoje mieszkalne, przestrzenie wspólne, siłownia, biblioteka, a także miejsca wypoczynku. W takiej izolacji komfort psychiczny i możliwość budowania wspólnoty są równie ważne jak parametry techniczne instalacji.
Według wcześniejszych informacji nowy budynek główny ma mieć około 1,5 tysiąca metrów kwadratowych powierzchni. Ma zapewnić lepsze warunki pracy badawczej, bezpieczniejsze funkcjonowanie całorocznej załogi i nowoczesne zaplecze dla projektów dotyczących między innymi zmian klimatu, ekosystemów polarnych, oceanografii, geologii i biologii.
Polska nauka na Antarktyce ma znaczenie
Modernizacja stacji nie jest wyłącznie sprawą prestiżu. Polska jest jednym z państw uczestniczących w systemie Układu Antarktycznego i należy do grona krajów konsultatywnych, które współdecydują o działalności człowieka na Antarktyce. Jednym z warunków utrzymania takiej pozycji jest prowadzenie istotnych badań naukowych. Do tego potrzebna jest infrastruktura, która wytrzyma realia polarnego świata.
Stacja im. Henryka Arctowskiego działa w miejscu szczególnie ważnym dla nauki. Antarktyka jest jednym z najlepszych naturalnych laboratoriów do obserwowania zmian klimatu, procesów zachodzących w oceanach, lodzie, atmosferze i świecie organizmów przystosowanych do skrajnych warunków. To tam globalne zjawiska często widać szybciej i wyraźniej niż w wielu innych częściach planety.
Nowa stacja ma więc znaczenie nie tylko dla polskich badaczy. Każde lepsze laboratorium, każda bezpieczniejsza przestrzeń pracy i każdy stabilniejszy sezon badawczy mogą przełożyć się na dane, które pomogą lepiej rozumieć przyszłość Ziemi.
Na budowę zaglądały pingwiny
Ekipa pracowała wśród krajobrazów, których nie da się porównać z żadnym placem budowy w Polsce. Z bezpiecznej odległości prace obserwowali naturalni mieszkańcy okolicy: pingwiny, wydrzyki, foki i słonie morskie.
Wykonawcy podkreślali, że zakończenie kolejnego etapu budowy było powodem do dumy i satysfakcji. „Zakończenie kolejnego etapu budowy w Antarktyce to dla realizującego go zespołu powód do dumy i satysfakcji. Dobra współpraca z załogą stacji i naukowcami oraz niesamowite krajobrazy sprawiały, że ciężka praca w wymagającym środowisku była niepowtarzalnym doświadczeniem” – przekazali.
To piękny obraz: polscy inżynierowie, budowlańcy i naukowcy, którzy na końcu świata stawiają nowy dom dla badań, a wokół nich rozciąga się dzika przyroda Antarktyki. W takim miejscu technologia nie może dominować nad naturą. Musi się do niej dostosować.
Ostatnia prosta przed jubileuszem
W kolejnych miesiącach, już podczas antarktycznej zimy, na miejscu ma pracować 11-osobowy zespół odpowiedzialny za roboty wykończeniowe. W planach są między innymi montaż stolarki drewnianej, zakończenie prac instalacyjnych, wykonanie podłóg, wykładzin i pozostałych elementów wnętrz.
Zgodnie z harmonogramem całość ma być gotowa w lutym 2027 roku. Termin jest symboliczny, bo wtedy przypadnie 50-lecie obecności polskich badaczy na Wyspie Króla Jerzego. Jeśli uda się dotrzymać planu, jubileusz zostanie uczczony w najlepszy możliwy sposób: nie tylko wspomnieniem historii, ale także otwarciem nowego rozdziału.
Mariusz Niewiadomski, prezes zarządu Dekpol Budownictwo, zwracał uwagę na skalę organizacyjnego wysiłku. „Ostatnie miesiące były dla wszystkich zaangażowanych stron czasem wyjątkowo intensywnej pracy. Realizacja inwestycji w tak wymagających warunkach logistycznych i klimatycznych wymagała nie tylko doświadczenia oraz doskonałej organizacji, ale przede wszystkim ścisłej współpracy” – mówił.
Polska obecność tam, gdzie kończy się mapa
Nowa stacja Arctowskiego jest dobrą wiadomością z wielu powodów. To inwestycja w naukę, bezpieczeństwo badaczy, międzynarodową pozycję Polski i lepsze rozumienie procesów zachodzących na naszej planecie. To także dowód, że polskie firmy potrafią realizować projekty w miejscach, w których logistyka, klimat i odległość tworzą niemal niemożliwą układankę.
Na końcu świata powstaje budynek, który ma być jednocześnie laboratorium, domem, schronieniem i symbolem. Jego złota elewacja będzie odbijać antarktyczne światło, ale za tym obrazem kryje się coś znacznie ważniejszego: praca ludzi, którzy wierzą, że nauka potrzebuje odważnych miejsc.
Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego przez pół wieku była znakiem polskiej obecności w Antarktyce. Nowy budynek ma sprawić, że ta obecność będzie nie tylko kontynuowana, ale też mocniejsza, bezpieczniejsza i gotowa na wyzwania przyszłości.
Źródło: gov.pl

