Ukryty szkorbut – plaga naszych czasów i jak sobie z nim radzić

Choć trudno w to uwierzyć, witamina C została odkryta jako jeden ze składników odżywczych dopiero w latach 20. XX wieku. Odkrycie to okazało się prawdziwym przełomem, było bowiem poszukiwaną od dziesiątek lat odpowiedzią na pytanie, skąd bierze się szkorbut – choroba, która w XVII i XVIII wieku zabiła na całym świecie blisko milion marynarzy. Nie żadna tajemnicza bakteria, a właśnie niedobór niepozornej witaminy (którą nazwano później kwasem askorbinowym, czyli antyszkorbutowym) okazał się rozwiązaniem dręczącej lekarzy zagadki.

Natychmiast stało się jasne, dlaczego załoga kapitana Jamesa Lancastera, który w XVIII wieku wprowadził wśród swoich marynarzy obowiązek regularnego jedzenia cytryn i pomarańczy, nie cierpiała na tajemniczą chorobę siejącą spustoszenie na innych statkach. Wkrótce potem szkocki lekarz James Lind przyczynił się do wprowadzenia nowych przepisów, zgodnie z którymi okręty miały być utrzymywane w czystości, a załoga miała regularnie pić sok z cytrusów, na który wielu  marynarzy się krzywiło – wszak prawdziwemu wilkowi morskiemu przystoi pić jedynie rum…

Po pewnym czasie soki zastąpiła kiszona kapusta, którą można było bez trudu przechowywać, nawet w czasie wielotygodniowych  morskich podróży. Intuicyjnie znaleziono więc sposoby obrony przed straszliwą chorobą, ale na naukowe wyjaśnienie jej fenomenu trzeba było poczekać jeszcze kilkaset lat, aż do wieku XX.

Odkrywcą tajemniczego związku, którego niedobór sieje tak wielkie spustoszenia w organizmie, był Węgier Albert Szent-Györgyi. W 1933 roku udało mu się wyodrębnić witaminę C z owoców papryki. Za odkrycie i opisanie struktury chemicznej tego związku – tak kluczowego dla poprawnego funkcjonowania naszego ciała – otrzymał cztery lata później Nagrodę Nobla.

Już wtedy dr Szent-Györgyi konsekwentnie sugerował, że człowiek może potrzebować gramowych dawek witaminy C każdego dnia, żeby trwać w dobrym zdrowiu, jednak pogląd ten nigdy się nie rozpowszechnił i należał do mniejszości. Witaminy zostały określone jako mikroskładniki i tak samo potraktowano kwas askorbinowy.

Czy słusznie?

Witamina C jest niezbędna do życia, aczkolwiek większość zwierząt nie musi przyjmować jej z zewnątrz, ponieważ wytwarza ją w swoich organizmach. Niestety niektóre gatunki, w tym człowiek,  w toku ewolucji, utraciły zdolność syntezy tej substancji. W rezultacie stały się pewnego rodzaju odmieńcami, polegającymi na witaminie C dostarczanej z pożywieniem. Uważa się, że utrata genu odpowiedzialnego za samodzielne wytwarzanie kwasu askorbinowego dokonała się kosztem jakiegoś rodzaju przewagi ewolucyjnej kilku konkretnych gatunków (między innymi człowieka) która jednak skutkuje rozwojem wielu chorób przewlekłych, jeśli witamina C nie jest dostarczana do organizmu w wystarczającej ilości.

Prawdą jest, że współcześnie pełnoobjawowa postać szkorbutu występuje rzadko, choć wciąż zdarzają się jego przypadki u ludzi, u których występują takie czynniki ryzyka, jak:

–   niedożywienie wynikające z alkoholizmu, podeszłego wieku, źle dobranych diet lub zaburzeń psychicznych (zaburzeń łaknienia, wstrętu do jedzenia, głodzenia się),

–  choroby prowadzące do zaburzenia wchłaniania witaminy C (choroba Leśniowskiego-Crohna, ostra dyspepsja, choroby wymagające leczenia dializami, zespół złego wchłaniania),

–   głód (głównie w krajach trzeciego świata).

Szkorbut niekiedy występuje u dzieci karmionych pasteryzowanym mlekiem butelkowym, ponieważ w procesie pasteryzacji witamina C ulega zniszczeniu. Preparaty mlekowe mają dodatek tej witaminy, ale podczas obróbki termicznej ulega ona rozkładowi. Dzieci karmione piersią otrzymują z mlekiem matki odpowiednią jej dawkę.

Objawy szkorbutu pojawiają się po około 3 miesiącach spożywania zbyt małych ilości witaminy C (poniżej kilku- kilkunastu miligramów dziennie) lub niespożywania jej wcale. Z początku pojawiają się: osłabienie, zmęczenie, apatia oraz ból kończyn, a w szczególności nóg. W przypadku braku leczenia pojawiają się kolejne objawy:

–  zmiany skórne – czerwono-niebieskie plamki wokół mieszków włosowych, przypominające niewielkie siniaki. Włoski otoczone siniakiem są skręcone i łatwo się łamią. Bywa, że siniaki łączą się, tworząc wybroczyny o dużej powierzchni,

  • problemy z dziąsłami – przy szkorbucie dziąsła puchną i stają się czerwone, miękkie i gąbczaste. Nawet lekkie podrażnienie sprawia, że krwawią,

–  problemy z układem mięśniowo-szkieletowym – krwawienie wewnątrz stawów powoduje ogromny ból i dyskomfort. Stawy są opuchnięte i wrażliwe, a ból może być tak dotkliwy, że uniemożliwia chodzenie,

  • problemy z oczami – są suche i podrażnione, a pacjent może się też skarżyć na nadwrażliwość na światło i zamazany obraz. Może się także pojawić krwotok podspojówkowy lub wewnątrz otoczki nerwu wzrokowego,

  • anemia – rozwija się u 75 proc. pacjentów ze szkorbutem i jest wynikiem utraty krwi do tkanek, zaburzonego wchłaniania i metabolizmu żelaza i kwasu foliowego, krwawień do przewodu pokarmowego oraz wewnątrznaczyniowej hemolizy,

  • problemy z sercem i płucami – spłycenie oddechu, niskie ciśnienie tętnicze, ból w klatce piersiowej i wstrząs, który może prowadzić do zgonu pacjenta.

Mogłoby się wydawać że przyjmowanie witaminy C na poziomie Zalecanego Dziennego Spożycia (ok 60mg) jest w zupełności wystarczające, aby uchronić nas od szkorbutu. Istnieje wszak teza, głoszona przez przedstawicieli tzw medycyny ortomolekularnej (której najistotniejszym aspektem jest stosowanie dużych dawek substancji życiowych, takich jak witaminy, minerały czy aminokwasy) że ilość ta jest zdecydowanie niewystarczająca i prowadzi do ukrytej formy szkorbutu, która przyczynia się do rozwoju wielu współczesnych chorób przewlekłych.

Lekarze i naukowcy wywodzący się z tego nurtu, odwołują się do własnych badań oraz praktyki klinicznej, dowodząc że medycyna akademicka z niewiadomych powodów marginalizuje role witaminy C dla zdrowia i wstrzymuje fundusze na przeprowadzenie odpowiednich eksperymentów tym zakresie. Przedstawiciele medycyny konwencjonalnej zasłaniają się twierdzeniami, że takie badania były i owszem prowadzone, ale nie potwierdziły leczniczej roli kwasu askorbinowego (choć w istocie pokazały jego profilaktyczny charakter)

Na czym polega błędne koło?

Otóż oficjalnie prowadzone badania nad witaminą C dotyczyły tylko niskich dawek (oscylujących wokół 1-5gramów dziennie) co według zwolenników medycyny ortomolekularnej to zaledwie podstawowa dawka odżywcza, a nie lecznicza do już rozwijających się schorzeń. Co zrozumiałe więc przy takich ilościach nie zaobserwowano efektów stricte leczniczych, zatem uznano, że takowych nie ma i rozciągnięto wnioski na każde zastosowanie witaminy C – także takie, które obejmuje wysokie dawki (kilkanaście, kilkadziesiąt czy kilkaset gramów dziennie)

Ale wróćmy do naszego głównego tematu.

Lekarze ortomolekularni twierdzą, że przyjmowanie witaminy C na poziomie Zalecanego Dziennego Spożycia (kilkadziesiąt miligramów) utrzymuje nas w stanie permanentnego, ukrytego szkorbutu.

Nie dopuszcza co prawda do rozwinięcia się jego pełnoobjawowej postaci, ale po pierwsze wyłącza skorzystanie z dobrodziejstw pełnej profilaktyki, a po drugie absolutnie wyklucza uzyskanie konkretnych efektów leczniczych w rozwiniętych już schorzeniach począwszy od infekcji wirusowych i bakteryjnych, poprzez choroby serca oraz naczyń aż po nowotwory.

Co istotne – dawka 60mg (ZDS dziennego spożycia witaminy C) może „wystarczyć” zaledwie osobom zdrowym, dobrze odżywionym i niezbyt obciążonym stresem. Czy znacie wiele takich osób?

 

Artykuł powstał na podstawie książki dr Andrew Saul’a oraz Steve Hickey’a Witamina C: historia prawdziwa, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Biały Wiatr (www.bialywiatr.com)

Przeczytaj fragment TU

 

Dodaj komentarz