Łazik polskiej drużyny Raptors drugim robotem ratunkowym w Japonii

World Robot Summit to jedno z największych wydarzeń robotycznych w Japonii. W trzech halach Tokio Big Sight odbyły się targi technologiczne oraz międzynarodowy konkurs robotów mających służyć ludziom. Drużyna Raptors z Politechniki Łódzkiej zajęła 2. miejsce w kategorii Disaster Robotics – Plant Disaster Prevention (robotyka na wypadek wystąpienia katastrofy w zakładzie przemysłowym). Studenci pokonali 9 drużyn z całego świata.

– Konkurs był bardzo wymagający. Codziennie mierzyliśmy się z dwoma zadaniami, które polegały na odczytaniu stanu mierników, przekręceniu pokręteł i zaworów, odnalezieniu uszkodzonych urządzeń, czy przeprowadzeniu analizy ścian w poszukiwaniu szczelin, ubytków i rdzy. Zaczynaliśmy pracować o 9 rano, kiedy hale były otwierane. O 22.00 miejsce zawodów było zamykane, więc po tej godzinie kontynuowaliśmy prace w hotelu – opowiada Mateusz Kujawiński, lider drużyny Raptors.

Przez cztery dni trwały eliminacje, w których do udziału w finale wyłoniono 4 najlepsze zespoły. Drużyna Raptors była drugą drużyną, która awansowała.

– Finał był połączeniem wcześniejszych zadań i zaskoczył kilkoma niespodziankami. Dodatkowo pojawiły się rury do przesunięcia oraz zagrodzone przejazdy i zamknięte pojemniki, które w pewnym momencie były otwierane, aby robot mógł podjąć próbę odnalezienia pracownika fabryki. Nasz start był powtarzany, ponieważ za pierwszym razem sędziowie błędnie przygotowali arenę. Ponad 12 minut straciliśmy na odkręcenie i ustawienie ciśnienia, podczas gdy docelowo miały to być 3 pełne obroty pokrętła, co zajęłoby nam maksymalnie 5 minut. Druga próba poszła nam bezproblemowo. Wykonaliśmy wszystko tak jak zaplanowaliśmy – mówi Łukasz Kędzierski, zastępca lidera drużyny.

Drużyna z Politechniki Łódzkiej utrzymała 2. miejsce i Raptorsi stanęli na podium. Sukces jest tym większy, że drużyna po raz pierwszy startowała w zawodach nastawionych na ratownictwo w przestrzeniach przemysłowych. Zawody te odbywają się w znacznie ograniczonej przestrzeni, co jest dużym utrudnieniem.

– Budujemy modułowy robot mobilny i sprawdzamy jego możliwości podczas zawodów. Startowaliśmy jeszcze w kategorii Standard Test Method, ale nasz łazik był zbyt duży w stosunku do przygotowanych aren. Wiedzieliśmy, że nie mamy tutaj szans na wygraną, dlatego bardziej skupiliśmy się na pierwszej kategorii. Wykazaliśmy się kreatywnością i technicznym myśleniem. Gdy okazało się, że nie możemy zmierzyć dronami stanu gazów w pojemnikach, do których można było dostać się tylko na wysokości 2,5 metra, zamontowaliśmy długą “wędkę” do naszego manipulatora i opuściliśmy czujnik. Raptors zawsze da radę – dodaje Marcin Kowalski, mechanik.

Źródło: materiały prasowe

Dodaj komentarz