Ma 87 lat i wypływa w kolejny samotny rejs. „Udowadniam, że PESEL można odstawić na bok”
Krzysztof Baranowski, legenda polskiego żeglarstwa, udowadnia, że wiek to tylko liczba. W wieku 87 lat ponownie wypływa w samotny rejs, a energii, pasji i hartu ducha mógłby mu pozazdrościć niejeden młodszy sportowiec.
Człowiek, który dwa razy opłynął samotnie świat
Baranowski, pierwszy Polak, który dwukrotnie samotnie opłynął kulę ziemską, przyszedł opowiedzieć o kolejnym rejsie. Nie o wspomnieniach — o planach. O wyprawie, którą rozpocznie w najbliższą niedzielę na Wyspach Kanaryjskich.
Na pytanie pytanie: „Kolejna podróż dookoła świata?”, kapitan uśmiecha się lekko, jakby ta perspektywa była mu równie bliska co spacer po nabrzeżu.
„Nie przesadzajmy, że dookoła świata, na początek Panama. A potem się zobaczy” — odpowiada swobodnie, jak ktoś, dla kogo ocean jest krajobrazem codzienności, a horyzont raczej zaproszeniem niż granicą.
Samotny rejs: cisza, skupienie i pełna odpowiedzialność
Baranowski nie ukrywa, że rejsy w pojedynkę mają w sobie coś, czego nie zastąpi żadna załoga.
„No tak, już się nadowodziłem tymi licznymi załogami […], a tutaj wszystko jest we własnych rękach” — mówi z nutą satysfakcji.
Ta samotność nie jest ciężarem. Jest przestrzenią, w której żeglarz staje twarzą w twarz z oceanem, wiatrem i własnymi myślami. To stan, który wymaga nieustannej czujności — również podczas snu. Kapitan opowiada, jak potrafi obudzić go najdrobniejszy dźwięk spadającej śrubki.
„Jak ja słyszę przez sen, że spadła śrubka na pokład, to natychmiast się rodzi sygnał alarmowy. Skąd ta śrubka się odkręciła?” — opisuje.
Jedna śrubka może oznaczać poluzowaną wantę, a ta z kolei — utratę masztu. Solista na jachcie musi być mechanikiem, sternikiem, kucharzem i strażnikiem w jednym.
Życie na oceanie: prognozy, puszki i „gorący kubek”
Przygotowania do rejsu to logistyka, która dla kapitana jest tak naturalna, jak pakowanie plecaka.
Woda? Najcenniejszy zasób. Jedzenie? Techniczne i proste: konserwy, puszki, produkty liofilizowane.
„Najlepszy jest gorący kubek” — mówi Baranowski, jakby zdradzał sprawdzoną tajemnicę.
Zmęczenie? Wrogie, niewidzialne, ale przewidywalne.
„Trzeba sobie dawkować sen, żeby nigdy nie przekroczyć takiej granicy, że odpłynę nagle ze zmęczenia”.
To opowieść o delikatnej równowadze między koncentracją a odpoczynkiem — równowadze, od której zależy życie.
87 lat, a formy mógłby mu pozazdrościć trzydziestolatek
Kapitan nie ukrywa, że ruch to jego sposób na długowieczność.
„To mi sprawia przyjemność, że mogę młodszym kolegom pokazać, że ruszając się, można się nieźle trzymać jeszcze” — mówi.
A potem pada zdanie, które mogłoby być mottem niejednej kampanii społecznej:
„Właśnie na nartach ja udowadniam, że można sobie ten PESEL odstawić na bok na jakiś czas”.
To nie jest kokieteria — to dowód, że pasja odmładza skuteczniej niż kalendarz postarzają.
„Samotna żegluga to głębokie życie”
W rozmowie wyraźnie słychać, że samotne rejsy są dla Baranowskiego czymś więcej niż sportową przygodą.
„To jest taki los pustelniczy. Przy tej okazji doznaje się różnych olśnień, euforii, ale i depresji. W każdym razie to jest takie prawdziwie głębokie życie” — wyznaje.
To właśnie w takich podróżach rodziły się jego najważniejsze pomysły, plany i decyzje.
Technologia zastąpi załogę? Nie, ale pomaga
Kapitan prezentuje gadżety, które wspierają go podczas samotnej żeglugi — elektronika, systemy alarmowe, narzędzia nawigacyjne. A dzięki sponsorowi Harta, czyli Piotrowi Siłce, będzie mógł korzystać ze Starlinka i łączyć się z lądem „ze środka oceanu”.
„Mam możliwość ze środka oceanu po prostu porozmawiać z wami. Nie mówiąc o tym, że przesyłać filmy” — opowiada z wyraźnym entuzjazmem.
Życzymy więc silnych wiatrów od rufy i czekamy na relacje z kolejnej, imponującej samotnej żeglugi.

