Kristina Vogel – pomimo wypadku na kolarskim torze, pozytywnie patrzy w przyszłość. Takich słów się nie spodziewacie

Vogel w czerwcu tego roku uległa wypadkowi podczas treningu. Niemka pędząc 40 mil na godzinę, zderzyła się z innym kolarzem i upadła na betonową nawierzchnię. – To był zwykły dzień, miałam zaplanowanych kilka rzeczy na popołudnie. Trenowałam z Pauline Grabosch, która mnie minęła, a potem nie pamiętam już nic… Tylko czarny obraz. Po chwili się obudziłam i powiedziałam sobie: „oddychaj, po prostu oddychaj” – powiedziała Vogel. – Zdjęto mi buty, ale nic nie czułam, gdy dotknięto moich stóp. Nie czułam swoich nóg – dodała.

Po tym zdarzeniu 27-latka została przewieziona do szpitala z poważnymi uszkodzeniami kręgosłupa. Przebywała w nim prawie dwie miesiące. Na początku września okazało się, że kobieta będzie sparaliżowana do końca życia. – Szczerze mówiąc myślałam, że mogę umrzeć. Po operacji ciężko było dobrać dla mnie odpowiednie leki. Pierwsze dwa dni po wybudzeniu ze śpiączki były najtrudniejszą walką w moim życiu. Każdy oddech sprawiał mi ból – powiedziała Vogel na spotkaniu. – Od razu wiedziałam, że będę sparaliżowana i że już nigdy nie będę chodzić. Brzmi to strasznie, ale chciałam mieć od razu jasność, dzięki temu mogłam to szybko zaakceptować i pójść do przodu – dodała.

– Wielkim wyzwaniem było to, żeby nauczyć się, że płacz nie jest zły. Nigdy nie byłam osobą, która dużo płakała. Nawet wtedy gdy zdobyłam złote medale na igrzyskach olimpijskich w 2012 i w 2016 roku. Nigdy nie płakałam, nigdy – powiedziała Vogel. – Nawet moja rodzina nigdy nie widziała mnie w takim stanie. Teraz czasem dzwonię do przyjaciół i płaczemy przez kilka minut. Potem wycieram łzy i ruszam dalej – dodała.

Vogel podkreśliła także, że bardzo dużo dała jej obecność partnera oraz mamy, którzy wspierali ją w ciężkich chwilach. – Tak się cieszę, że go mam, bez niego nie byłabym tym, kim jestem. W pierwszym tygodniu spał na krześle obok mojego łóżka, trzymając mnie za rękę całą noc – powiedziała o swoich partnerze Vogle. – Mama za to dała mi dużo siły, by sobie z tym wszystkim poradzić – stwierdziła 27-latka. Dla Niemki została również zorganizowana specjalna kampania, która zbiera dla niej fundusze. Na charytatywną aukcję swoje koszulki przeznaczył Chris Hoy. Do tej pory udało się uskładać już 120 tys. euro. Mają one zostać przeznaczone na specjalne koła węglowe do wózka.

Pomimo tragedii, jaką przeżyła, Vogel stara się pozytywnie patrzeć w przyszłość. – Wciąż kocham życie, zamierzam zrobić wiele rzeczy, mimo tego, że jestem na wózku inwalidzkim. Jest inaczej, ale to wciąż moje życie. Dlaczego nie miałabym być szczęśliwa? – powiedziała Niemka. – Po raz pierwszy w życiu nie czuję presji, że muszę coś zrobić, coś osiągnąć. Nie muszę pokazywać jak dobra jestem. Czeka na mnie jakaś droga, może do sportu, może nie. Mogę zrobić coś zupełnie nowego i fajnego. Ciężko mi wyjaśnić, ale naprawdę jestem szczęśliwa. Chcę iść do przodu i zrobić coś wspaniałego – dodała Vogel.

Źródło: sport.onet.pl

Dodaj komentarz