Szkoła przyszłości według Johna Abbotta

Edukacja bez wątpienia przechodzi czas głębokich przemian. Podczas gdy rządy państw wprowadzają kolejne reformy, na świecie coraz głośniej mówi się o konieczności stworzenia zupełnie nowego systemu, dopasowanego do warunków współczesnego świata. Coraz więcej autorów biegłych w temacie pokazuje przerażające błędy systemu edukacji, wskazując, jak w efekcie wywołały one problemy, które obecnie wydają się nie do rozwiązania. I jak twierdzą, nie rozwiążemy ich, a tylko pogłębimy, chyba że zbudujemy zupełnie nowy system.

Jednym z takich reformatorów jest John Abbott, dyrektor międzynarodowej organizacji pod nazwą Inicjatywa Nauczania 21 Wieku (The 21st Century Learning Initiative).

„Od ponad dwóch dekad istnieje wciąż poszerzająca się schizma między politycznym dogmatem a multidyscyplinarnymi badaniami i odkryciami w dziedzinie tego, jak rodzimy się, by naturalnie się uczyć”, pisze we wstępie do „Battling for the Soul of Education” (Walcząc o Duszę Edukacji) John Abbott. Już czytając sam wstęp dowiadujemy się, jak bardzo polityka miesza się w edukację, i stosując tzw. cięcia budżetowe (m.in. na finansowanie platform i konferencji dla wymiany pomysłów między nauczycielami), utrudnia wprowadzanie koniecznych reform; zmuszając nauczycieli do stawiania czoła coraz większej ilości papierologii i sprawozdawczości, nie pozostawia im czasu i siły na nieformalne spotkania i współpracę poza placówkami, w których są zatrudnieni.

Książka jest rewolucyjna i robi furorę na całym świecie – ponieważ problem edukacji jest międzynarodowy. Wychodzi także poza jakiekolwiek uwarunkowania polityczne i proponuje oddanie reformy edukacji w ręce społeczeństwa. Oczywiście nie zabrakło fali krytyki, że jest to kolejna próba wytknięcia błędów systemowych, bez podania rozwiązań. Sam autor odpowiada, że „zmiana całego systemu będzie miała miejsce tylko wtedy, gdy samodzielna grupa indywidualnych osób poświęci się asymilowaniu tych pomysłów wewnątrz kontekstu ich własnego społecznego i politycznego krajobrazu.”

Portal MindShift zamieścił niedawno artykuł opowiadający o John’ie i jego Inicjatywie, noszący tytuł „By Rozwijać Edukację, Najpierw Musimy Przebudować Społeczeństwo.” Portal ten donosi:

„Dlaczego reformy edukacji nie przynoszą pozytywnych rezultatów? Ponieważ podchodzimy do nich od niewłaściwej strony- mówi John Abbott, dyrektor Inicjatywy Nauki 21 Wieku. Ponieważ niezadowolenie z systemu edukacji odzwierciedla głębsza społeczna chorobę, imperatywem jest, byśmy po pierwsze sprecyzowali, jakiego świata chcemy: świata zaludnionego odpowiedzialnymi dorosłymi, którzy kwitną w relacjach i w społeczności, czy świata „konsumentów”, którzy czują się zależni od produktów, usług i autorytetu władzy, i nie biorą pełnej odpowiedzialności za swoje czyny. Odpowiedź, jak mówi, wskaże nam na zmiany, jakie są potrzebne we wszystkich trzech filarach edukacji- szkołach, rodzinach i społecznościach.

To są główne kwestie, którym Abbott poświęca swoją uwagę, a jego kariera obejmowała ponad dwie dekady uczenia w Anglii, następnie trzy dekady na czele międzynarodowej organizacji non-profit (założonej w USA, a obecnie stacjonującej w Anglii), której misją jest promowanie świeżego myślenia opartego na najnowszych badaniach sposobu, w jaki dzieci się uczą. Badania organizacji zostały zapisane jako polityka jej działalności, w raportach i w książce „Przeszkoleni lecz Niedouczeni: Jak kryzys w edukacji zagraża naszym nastolatkom.” Niedawno opublikowała też skróconą wersję swoich badań pt.:”Bitwa o Duszę Edukacji.” (do ściągnięcia w pdf za darmo)

 

Oczami Abbota, potrzeba refleksji nigdy nie była większa niż obecnie. Ponaglana postępami w technologii cywilizacja jest „na granicy wielkiej metamorfozy”, mówi, która doprowadzi do upadku obecnych struktur społecznych i chaosu, albo do odnowienia wolności, społeczności, etyki. W każdym przypadku, obecne szkoły utknęły w przeszłości: cały czas nacisk kładzie się tam na wciskanie dzieciom statycznych informacji i nagradzaniu ich za dobrze wykonane polecenia, zamiast pomagać im w rozwijaniu przenośnych umiejętności wyższego rzędu, których potrzebują, by stać się zdolnymi do nauki przez całe życie jednostkami, zdolnymi kwitnąć w niepewnej przyszłości.

 

Takie podejście- produkt Wieku Przemysłowego, które polegało na posłusznych pracownikach fabryki i masowej konsumpcji- promuje słabość, nie siłę. W ostatnich latach podejście to stało się jeszcze bardziej ustrukturyzowane (a  przez to bardziej odbierające osobistą moc) z powodu narastającego braku zaufania. Dorośli, którzy czują się przyparci do ściany starając się przewidzieć z góry własną przyszłość, którzy czują się zagubieni odnośnie „wielkich kwestii życia”, zauważa Abbott, „są mniej skłonni, by podarować dzieciom czas i przestrzeń, której one potrzebują, by kształtować swoją własną przyszłość.”

Niestety, dodaje, takie podejście do edukacji działa wbrew temu, jak młodzi ludzie się uczą. Badania potwierdzają to, co większość rodziców małych dzieci sama widzi- że dzieci są urodzone do tego, by się uczyć, a nie do tego, by być uczone- jak określa to Abbott. Prowadzi je wrodzone pragnienie wyciągania sensu ze świata i znajdowania sensu swojego życia, naturalnie obserwują, dekonstruują, ponownie składają i tworzą swoją własną wiedzę. Uczą się najlepiej gdy ta wrodzona wewnętrzna motywacja jest wykorzystywana w tym, co Abbott nazywa „stawiającym wysokie wyzwania, ale stwarzającym minimalne zagrożenie środowisku.”

Przekształcając społeczność najpierw, potem edukację

Abbot wskazuje, że sedno sprawy tkwi w tym, że obecny system góruje w przygotowywaniu dzieci do bycia zależnymi „konsumentami”, więc jeśli zamiast tego chcemy stworzyć świat odpowiedzialnych, troszczących się o społeczność dorosłych, to musimy zrestrukturyzować obecny paradygmat w edukacji. Restrukturyzacja  paradygmatu w edukacji oznacza zastąpienie obecnej metafory- koncepcję świata i jego mieszkańców jako jednostki przypominające maszyny, która ukształtowała system edukacji, jak i wiele innych aspektów naszej kultury. Ponieważ ludzie nie są maszynami, poleganie na tej metaforze wywołało dużą rozbieżność między codziennym życiem ludzi a ich wrodzonymi oczekiwaniami i predyspozycjami- wg Abbota, leży to u źródła wielu współczesnych, powiązanych ze sobą wyzwań.

Co on poleca? Zacznijmy od zrewidowania naszych kolektywnych wartości i stwórzmy wizję społeczeństwa, gdzie znowu jednostka ma znaczenie. Wskazówki do bardziej odpowiedniego paradygmatu możemy znaleźć w metaforach, które charakteryzują dynamiczny, zsieciowany Wiek Informacyjny. Podziela on kilka kluczowych cech z wcześniejszym wiekiem przedindustrialnym, gdzie ludzie uczyli się w społeczności, pośród wielu dorosłych, z którymi budowali więzi i związki. Uczenie się trwało przez całe życie i wypełnione było mającą znaczenie pracą (w przeciwieństwie do dzisiejszego bezrobocia i niskiego poziomu zaangażowania pracowników w wykonywaną pracę), a sukces był szacowany na podstawie tego, czy dana osoba wniosła swój godny udział w odpowiedzialności wewnątrz społeczności.

 

Wszystkie te elementy mają bezpośredni wpływ na edukację. „Taka wizja jest istotna by motywować całe pokolenia młodych ludzi by cieszyli się rozwijaniem swoich intelektualnych mocy, jest to również ważne do stworzenia społeczeństwa dorosłych, które jest w stanie- i chce- poświęcić całkiem duże ilości swojej energii wolnemu, fascynującemu, nawet jeśli czasami frustrującemu ale totalnie istotnemu zadaniu wprowadzania swoich młodych ludzi w dorosłość”, napisał Abbott na stronie internetowej Inicjatywy.

„Dzieci uczą się najlepiej obserwując to, co dzieje się wokół nich”, wyjaśnia.”Stajemy się określonymi osobami w oparciu o rzeczy wokół nas, mniej lub bardziej pożądane. Dzieci nie włączają swoich mózgów po prostu tylko wtedy, gdy idą do szkoły.”

Dlatego małe dziecko otrzymuje „druzgocące uderzenie dla swojego poczucia porządku gdy rodzic, którego kocha i podziwia, traci pracę…Za dużo jest takich sytuacji, a sieć życia dostaje wtedy cios, a życie staje się gra pełną kitu, gdzie jedyna wyniesiona lekcją staje się bierz wszystko co tylko zdołasz i nic nie zostawiaj w zamian.”

Tworzenie „Społeczności Wspólnotowego Uczenia Się”

„Istotne jest, by na uczenie się patrzeć jako na absolutną odpowiedzialność społeczności”, mówi, i nie oczekiwać żadnych skrótów. Dzieci muszą być zintegrowanymi, wnoszącymi pełen wkład członkami szerszej społeczności, tak, aby czuły, że są ważne i maja wartość. (Potrzebują tego nie tylko dzieci, dodaje; zdrowe społeczności również potrzebują dzieci.)

Na praktycznym poziomie, posiadającym największą moc poziomem zmiany, mówi Abbott, jest gdy ludzie spotykają się by „przemyśleć na nowo rolę społeczności w procesie uczenia się”, uzgadniając jak podzielić odpowiedzialności między profesjonalnymi nauczycielami i członkami społeczności, a następnie wdrażając małe pilotażowe projekty, które są zgodne z nową wizją. Takie wysiłki będą się sumowały i w efekcie przyniosą zmianę na dużą skalę.

Ostrzega przed kopiowaniem na skróty modelu, który sprawdził się gdzieś indziej- każda społeczność musi sama wypracować to, co jest najlepsze, mając dane sobie specyficzne warunki. Ale jest pewny jednej rzeczy: Obecny system edukacji musi być kompletnie zmieniony. Powinien być oparty na biologicznym systemie odstawiania dziecka od piersi- np. stopniowe redukowanie zależności dziecka od nauczycieli. Stosunek nauczyciel-uczeń powinien być wysoki we wczesnych latach dziecka, a następnie znacznie zredukować się w wieku nastoletnim, gdzie cała społeczność powinna stać się miejscem nauki”, z mentorami, praktykami i innymi bezpośrednimi sposobami uczenia się, uzupełnianymi przez wysoko spersonalizowane uczenie się w klasie.

Nauczyciele jako przewodnicy

Generalnie rzecz biorąc, szkoły powinny odejść od nadmiernego nacisku na nauczanie”, mówi Abbott, i zamiast tego widzieć nauczycieli jako pełnych wyobraźni i wiedzy przewodników. „Każde dziecko potrafi czytać podręcznik- nie potrzebuje nauczyciela, który stoi nad nim i pilnuje, by to robił”, wskazuje. ”Dzieci potrzebują nauczycieli, żeby ich inspirowali do myślenia o świecie na większą skalę, niż robiły to do tej pory.”

Cytuje przykład z czasu, gdy musiał przeprowadzić lekcję jako nauczyciel zastępczy na zajęciach z historii w klasie 15-latków. Szukając inspiracji, zainteresował się książką jednego z uczniów na temat więźniów wojennych. Gdy chłopak zapytał go, dlaczego wojny w ogóle wybuchają, Abbott użył tego pytania jako inspiracji do dalszej dyskusji. Zachęcił uczniów, żeby rozważyli nie tylko to, czego dowiedzieli się w szkole, ale także to, co usłyszeli w swoich domach i rodzinach. „Lekcja wypadła wspaniale”, przypomina sobie, „nikt z nas nawet nie usłyszał dzwonka.”

Zwykłe podążanie starym planem lekcji nie przyniosłoby takiego rezultatu. „Nie sądzę, żeby nauczyciele musieli nadmiernie przygotowywać się do lekcji”, mówi,” ponieważ wtedy zabraknie im elastyczności, by zaadoptować się do tego, gdzie dzieci znajdują się na dany moment w swoim zrozumieniu.”

Na koniec, w tej nowej wizji świata, powinniśmy przekalibrować nasze oczekiwania względem dzieci. Zamiast brać za pewnik wiek 18 lat jako czas, gdy człowiek staje się niezależny ( a w niektórych przypadkach nawet mniej), wiek ten powinien oznaczać czas, gdy młodzi ludzie „demonstrują, że opanowali już sztukę samodzielnego uczenia się i wiedzą, jak iść w świat z ta odpowiedzialnością”, mówi Abbott.”

 

 

Źródło: ww2.kqed.org

Tłumaczenie: Urszula Klimko


Dodaj komentarz