Małżeństwo od 20 lat żyje poza systemem

Nie jest to rozwiązanie dla każdego, ale wiele osób skrycie o tym marzy – aby żyć poza systemem. Oddychać czystym powietrzem, cieszyć się otaczającą zielenią, z dala od miejskiego zgiełku i wiecznego pospiechu. Przebywając w takim miejscu, trudno uwierzyć w katastrofalne skutki globalnego ocieplenia. Żyjąc w taki sposób, na pewno nie przyczyniamy się do jego powstawania.

W myśl tej filozofii żyje małżeństwo Culhane’ów, od 20 lat postępują tak, aby nie szkodzić środowisku. Thomas Culhane jest ekologiem i urbanistą, wieloletnim współpracownikiem National Geographic. Fascynacja takim życiem rozpoczęła się u niego w latach 70, podczas wizyty u krewnych w Mosulu w Iraku. Na początku ośmiolatek obawiał się pobytu w miejscu, w którym nie było klimatyzacji ani prądu. Jego wątpliwości rozwiały jednak świeże morele i zimne napoje.

“Zapytałem, jakim cudem mają tu zimne napoje bez lodówki. Okazało się, że jedna z czap lodowych góry nieopodal spływa strumieniem aż do samej wioski. W jego nurcie chłodzono butelki z napojami. Sięgnąłem po jedną z nich i zacząłem chłodzić sobie nią ręce. To było niesamowite” – wspomina Culhane.

Jak żyje się bez prądu?

Współczesnym mieszkańcom miast może być trudno to sobie wyobrazić – życie bez energii elektrycznej? A jednak Culhane twierdzi, że to naprawdę oczyszczające doświadczenie, które wiele mu dało. Już w latach 90 wyłączył agregat prądotwórczy w piwnicy swojego domu w Los Angeles. Potem zaczął próbować życia w eko-wioskach. W jednej z nich, w Portugalii poznał swoją obecną żonę, Enas. Jak sama twierdzi, styl życia oparty na poszanowaniu dla środowiska to coś, co po prostu lubi. Wkrótce potem pobrali się na terenie, na którym dziś stoi ich pierwszy wspólny dom – kamper napędzany wyłącznie energią słoneczną i energią z biogazu, wytwarzanego z kompostu. Dzięki niemu mogą przygotowywać posiłki na gazowej kuchence turystycznej.

Wykorzystują wyłącznie z energię z odnawialnych źródeł.

Do produkcji biogazu wykorzystują własne odpady (głównie resztki jedzenia), a także te zbierane od okolicznych restauracji i świątyń. Tę samą energię z odnawialnych źródeł wykorzystują aby podgrzewać wodę do prysznica. Aby chronić się przed upałami bez konieczności korzystania z klimatyzacji, zaparkowali kampera w zacienionym miejscu na terenie posiadłości. Taki sposób życia niesie ze sobą pewne wyzwania – baterii, z których korzystają Culhane’owie, nie można przeciążać, co niesie ze sobą pewne ograniczenia. Problemem są także wyjazdy – jeśli panele słoneczne oraz bioreaktor są długo nieużywane, trzeba je od nowa podłączyć, aby ponownie zaczęły działać. A jednak dzięki takim rozwiązaniom małżeństwo może w miarę swobodnie korzystać z pralki, ciepłych pryszniców a nawet sporego monitora, a to wszystko zgodnie z duchem ekologii.

Ciągłe eksperymenty.

Culhane’owie śmieją się, że ich dom to prawdziwe laboratorium, w którym eksperymentują z życiem na zasadach filozofii “zero waste”. Regularnie organizują też warsztaty, w trakcie których uczą uczestników, jak można żyć tak samo, jak oni.

“Próbujemy przywrócić społeczny model, wedle którego ci, którzy maja więcej wiedzy np. na temat hydrauliki, uczą innych jej zasad. Przekazywanie takiej wiedzy to fundament do budowy nowego społeczeństwa. To nie jest żadna wielka sztuka, opanować takie umiejętności” – przekonuje Culhane.

Jak wspólnie twierdzą, choć codziennie stają przed nimi kolejne wyzwania, to co zyskują, jest tego warte.

“Piękno takiego życia nie kryje się w tym, że żyjemy na własnych zasadach. Chodzi również o większą misję społeczną, bycie jej częścią, inspirowanie i edukacja innych. Chcemy pomóc przekazać dalej wiedzę na temat tego, jak chronić naszą planetę, dzieląc się naszą własną historią” – tłumaczą.

Źródło: radiozet.pl, National Geographic

Dodaj komentarz