Zasięg 700 km, 3 gr za kilometr – Inż. Kopeć z Gdańska lepszy od Tesli?

„To łatwe. Wyrzucam z samochodu całą część spalinową: silnik z osprzętem, rury wydechowe, tłumik oraz zbiornik paliwa. W to miejsce instaluję silnik elektryczny o średnicy na przykład 20 centymetrów, kontroler i zestaw” – opowiada Zbigniew Kopeć, prawdopodobnie pierwszy Polak, który już w 1999 roku zarejestrował samochód przerobiony z napędu spalinowego na elektryczny.

Daewoo Nexia – normalnie to auto wzbudza na drodze najwyżej uśmiech politowania. Zwłaszcza, że na wolnym rynku  kosztuje niewiele ponad tysiąc złotych. Ale inżynier Zbigniew Kopeć ma jedną przewagę nad posiadaczami współczesnych samochodów. Za pokonanie 100 kilometrów płaci 3,40 zł. Tyle kosztuje go prąd zatankowany z domowego gniazdka. Elektrykami, które powstały w jego garażu, przejechał już ponad 450 tys. kilometrów. Zamiast około 100 tys. zł na paliwo, wydał 10 tys. złotych za prąd.

Spalinowiec przerobiony na pojazd EV można bez przeszkód zarejestrować. Cała instalacja jest zbudowana według standardów Stowarzyszenia Elektryków Polskich. Auto przejdzie badanie techniczne, bo hamuje jak hamowało, skręca jak skręcało, spełni wszelkie normy bezpieczeństwa: światła, poduszki powietrzne itd. Od oryginału różni się tylko tym, że nie widać rury wydechowej. Ten szczegół konstruktor uznaje na największy plus, bo jego zdaniem trucie bliźnich nawet najbardziej oczyszczonymi spalinami to ciężki grzech.

   „Zajmuję się projektowaniem oraz budową instalacji elektrycznych i systemów awaryjnego zasilania. Ta praca oznaczała ciągłe dojazdy do klientów i wydatki na paliwo. Pomyślałem, że skoro jestem fachowcem to dlaczego nie spróbować zrobić samochodu elektrycznego na własny użytek. Tak do mojego garażu trafiła stara Toyota.„

Wykorzystując elektryczny silnik od pompy olejowej wózka widłowego typu „Bułgar” oraz to, co miał pod ręką w warsztacie, zbudował samochód, który – jak się okazało – żwawo poruszał się po ulicy. Był rok 1996, Elon Musk, twórca Tesli nie skończył jeszcze studiów, a inżynierowie Toyoty dopiero pracowali nad hybrydowym modelem Prius, który premierę miał dopiero rok później. Z garażu inżyniera wyjechały jako elektryczne: Tavria, Toyota Corolla, Renault 5, Fiat 126p, czy amerykańska limuzyna Buick Regal. W sumie zrealizował kilkadziesiąt udanych operacji przeszczepienia elektrycznego silnika do tradycyjnego samochodu.

Tesla po polsku

Nie dawno firma Tesla zakomunikowała światu, że na najnowszy „model 3” zebrano już 325 tys. zamówień. Po doliczeniu podatków i akcyzy amerykańskie auto kosztowałoby w Polsce 160 tys. złotych. To cena za markę i wspaniały design bardzo nowoczesnego samochodu. Kopeć przekonuje, że nie trzeba wydać fortuny, a mieć prawie to samo we własnym ulubionym aucie. Wystarczy 15-20 tys. zł na nowy silnik elektryczny z akumulatorami i osprzętem.

[…]

   „Naturalnie im lepsze podzespoły kupi właściciel tym lepsze uzyska parametry pojazdu. Patrząc na zawrotne ceny elektrycznych aut sądzę, że koncerny samochodowe tworzą wielką tajemnicę i pompują ceny wokół zastosowania już świetnie znanych technologii. Chciałem pokazać, że auto elektrycznie nie musi drogo kosztować. Sprawne silniki, dobre akumulatory to wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a fizyka jest jedna i do tego powszechnie znana.„

Jego elektryczna Corolla na jednym „tankowaniu” przejedzie 260 kilometrów. To doświadczenia z Gdańska, gdzie jest sporo podjazdów i stania w korkach. Na prostej szosie i ze średnią, „miejską” prędkością 60 km auto przejedzie 400 kilometrów. Prędkość maksymalna jaką udało się uzyskać wynosi 140 km/h. Czas ładowania zależy od zastosowanej ładowarki, a w przypadku zwykłego domowego gniazdka 230V wynosi 12 godzin, natomiast z gniazda siłowego 400V znacznie krócej. Tanio przerobiony samochód wciąż nie będzie demonem prędkości. Do 50 km na godzinę rozpędza się w 7 sekund.

[…]

Więcej na: natemat.pl, fot: youtube

Dodaj komentarz