Bądź miły, trenuj swój umysł: 3 buddyjskie rady, pomagające przezwyciężyć negatywną, wewnętrzną rozmowę

„Ty sam, jak każdy we wszechświecie, zasługujesz na miłość własną” – Budda

W 1990 roku, podczas spotkania Dalailamy ze studentami cywilizacji zachodniej, Nauczyciel Buddyzmu, zapytany został, jak poradzić sobie z nienawiścią do samego siebie. Okazało się, że Tybetańczyk był zdezorientowany, ponieważ kompletnie nie rozumiał pytania. Tłumacz nie dawał za wygraną i mimo konsternacji Dalai Lamy, starał się wyjaśnić jego sens.

W końcu Przywódca Duchowy zrozumiał, że chodzi o to, jak poradzić sobie z negatywnymi odczuciami względem samego siebie. To było dla niego coś zupełnie nowego. Wiedział, że ludzie żywią negatywne uczucia do innych, ale nigdy nie spotkał się z tym, że ludzie potrafią nienawidzić samych siebie.

I ja chciałabym móc powiedzieć, że nigdy nie spotkałam się z problematyką nienawiści do samej siebie; musiałabym jednak skłamać. Podobnie jak wielu z nas, nawet jeśli nie zawsze uświadamiałam sobie ten wewnętrzny dialog, to i tak bywałam pogrążona w negatywnym myśleniu o sobie samej.

Pierwszym krokiem w mojej metodzie radzenia sobie z wewnętrznym negatywnym głosem jest uświadomienie sobie jego obecności. Następnie, ze współczuciem, należy się w niego wsłuchać i ujrzeć to, co kryje się pod nim. Ostatni krok to poproszenie go, by dorósł.

Oto trzy kroki, jak poradzić sobie z wewnętrznym negatywnym głosem o sobie samym.

Pierwszy krok to uświadomienie sobie istnienia wewnętrznego negatywnego głosu.

Przez pierwsze 28 lat życia byłam tak bardzo oswojona ze swoim negatywnym głosem, że nawet nie miałam świadomości jego istnienia.

Wiedziałam, że ludzie cierpiący na tzw. „szumy uszne”, czyli ciągłe dzwonienie i brzęczenie w uszach, dorastają, przyzwyczajając się do nich i uczą się z nimi żyć tak skutecznie, że w końcu nie są nawet świadomi tych szumów. Tak samo było z moim negatywnym głosem – był czymś w rodzaju szumu z tyłu głowy.

Kiedy w końcu zwróciłam na niego uwagę, dostrzegłam, że jego skryte działanie wywiera na mnie ogromny wpływ.

W wieku 16 lat mogła to być ogromna, zbyt słodka bułeczka kukurydziana, którą zjadłam w drodze ze szkoły i przeżyłam to jako moją porażkę.

W wieku 26 lat mógł to być esej, który napisałam, a który nie zyskał uznania wydawców. Potraktowałam to jako zapowiedź, że wszystko, co kiedykolwiek napiszę nie zostanie w pełni zrozumiane.

Tak było jednak do czasu, gdy podjęłam terapię oraz rozpoczęłam trening prawdziwej uważności. Wtedy zaczęłam dostrzegać ten codzienny szum, który wcześniej był tylko tłem, elementem większej całości. Zaczęłam zdawać sobie sprawę ze swojego negatywnego głosu.

Każde ćwiczenie uważności pomoże ci stać się bardziej świadomym negatywnego dialogu o sobie samym. Możesz próbować medytacji ze swoim nauczycielem, ćwiczeń głębokiego oddychania, świadomego chodzenia, albo po prostu spędzania czasu próbując zestroić się ze swoimi zmysłami. Kiedy w końcu staniesz się świadom teraźniejszości, wtedy łatwiej zobaczysz to, co dzieje się w twoim wnętrzu.

Drugim krokiem jest wniknięcie nieco głębiej.

To co dużo ważniejsze to nie to, co ten głos mówi, ale to, co jest pod nim. Często negatywizm pojawia się, by odwrócić uwagę od czegoś dużo ważniejszego.

W końcu czy zjedzenie kukurydzianej bułeczki albo odrzucenie publikacji, może być, aż tak wielkim problemem?

Nauczyłam się, by nie traktować tego, co o sobie myślałam, jako prawdy bezwzględnej.

Po tym wszystkim byłam często zszokowana tym, co działo się w mojej głowie. Powiedziałam sobie wtedy, że nigdy niczego podobnego nie powiem żadnemu z ludzi.

Choć miałam doktorat z literatury, publikowałam wiele kreatywnych artykułów, umiałam posługiwać się językiem w najbardziej nawet wyrafinowany sposób, często głos w mojej głowie zatrzymywał się na poziomie rozwojowym małego dziecka.

Kiedy bywałam sfrustrowana lub zdenerwowana, zamiast zwolnić i zastanowić się nad tym, co tak naprawdę czuję, zadręczałam się prymitywnymi i mylnymi stwierdzeniami, typu: „Nienawidzę samej siebie”.

Te negatywne myśli były w dużej mierze swoistym mechanizmem obronnym, chroniącym mnie przed ukrytym pod spodem bólem i cierpieniem. Często to, co te negatywne słowa wyrażały to nie to, że faktycznie coś źle zrobiłam, ale to, że byłam zmartwiona, że czuję się osamotniona, niepewna, opuszczona albo przerażona.

W końcu jednak nauczyłam się reagować na te wszystkie negatywne wrażenia ze współczuciem.

Lepiej zrozumiałam, które sytuacje uruchamiały mnie i dlaczego cofały mnie rozwojowo do poziomu trzylatka.

Terapia, uważność, pisanie i medytacja – wszystko to pomogło mi w uzdrowieniu oraz utuleniu poranionych części samej siebie. Nauczyłam się bardziej uważnie słuchać tego, co naprawdę czuję oraz na nowo wychowałam moje wewnętrzne dziecko. Nauczyłam się obdarzać siebie życzliwością i współczuciem.

Mój wewnętrzny głos stał się jakby mniej krytyczny, jakby mniej napastliwy. Byłam w stanie lepiej wyrazić świat moich niekomfortowych uczyć.

Poświęć trochę czasu, by zbadać, co jest pod spodem twojego negatywnego głosu. Zdejmij kolejne warstwy, by dotrzeć do uczuć, emocji, lęków i tych wrażliwych części siebie, którym będziesz mógł ofiarować swoje współczucie.

Kiedy zaczęłam to robić po raz pierwszy od razu poczułam się szczęśliwsza i miałam więcej energii. Byłam w stanie lepiej komunikować się nie tylko sama ze sobą, ale także z innymi ludźmi.

Mimo, że zrobiłam duży postęp, wciąż martwiło mnie, że niekiedy mój wewnętrzny negatywny głos był silniejszy ode mnie.

Wciąż zdarzało się, że zadręczałam się negatywnym dialogiem w sposób, nad którym nie miałam pełnej kontroli.

Wciąż miałam do czynienia z moim negatywnym głosem, który czasami mówił naprawdę złe rzeczy. Szczególnie silny był, gdy budziłam się w środku nocy.

Pewnego dnia, zdecydowałam, że mam już tego dość.

Trzecim krokiem jest uświadomienie sobie, że negatywny głos jest zupełnie bezużyteczny, a następnie aktywne zwalczanie go.

Chcę żeby to było jasne: nie pomijaj kroku drugiego. Większość z nas nie nauczyła się w pełni wsłuchiwać w siebie. Musimy nauczyć się słuchać tego, co jest pod spodem naszego negatywnego głosu, a nie tylko trwać w ciszy z samym sobą.

Po jakimś czasie zrozumiesz, że twój negatywizm jest zwykle wyrazem zranienia w przeszłości. Zrozumiesz, że potrafisz słuchać siebie. Będziesz chciał być wyzwolonym od negatywizmu, bo będziesz wiedział, że to ci nie służy.

Zrozumiałam, że moje uzdrowione “ja” nie musi dłużej wierzyć w to, co wygaduje negatywy głos we mnie. Po prostu nie było sensu, bym dłużej mówiła do siebie w sposób, w jaki nie powiedziałabym nigdy do nikogo innego.

Więc skoro miałam współczucie dla innych, to nie miało sensu, bym nie darzyła współczuciem także samej siebie.

Pojęłam, że mój negatywny dialog pozostał daleko w tyle za moim osobistym rozwojem jako osoby: utknęłam w starych nawykach, z których nie mogłam się wydobyć.

Co więc zrobiłam?

Skończyłam ze złymi nawykami.

Ponieważ zrobiłam pierwszy krok, mogłam zauważać negatywny głos, kiedy tylko się pojawiał. Ponieważ uczyniłam drugi krok, nie miałam wrażenia, że wypieram nieakceptowane wcześniej treści, że reaguję w „stary” sposób.

Więc gdy tylko negatywny głos przychodził, natychmiast aktywnie go przerywałam.

Stosowałam i nadal stosuję technikę – „Emotional Freedom Tapping”, która zajmuje ok. trzydziestu sekund. EFT to technika podczas, której stukasz w określone miejsca na swoim ciele. Zawsze, gdy negatywny głos zaczyna nadawać, wykonuję tę technikę albo mentalnie, albo manualnie.

Ta technika aktywuje mój umysł i moją pamięć, samoświadomość ciała i pamięć cielesną.

Możesz przerywać swój wewnętrzny negatywny głos mantrą albo recytowaniem wierszy, ale wykorzystanie dodatkowo ciała, pomoże ustalić nowe wzorce reagowania dużo szybciej.

Istotnym jest, by gdy pojawia się negatywny głos, zrobić lub powiedzieć coś innego, zamiast pozwolić, by się rozpanoszył.

Uświadomiłam sobie, że nie muszę już dłużej znosić tych infantylnych napadów złości. Mogę także ustanowić granice w swoim wewnętrznym świecie. Potrafię teraz przerwać napady złości, niejako wyprowadzić to kapryśne małe dziecko z mojego wnętrza, by zająć je czymś innym.

Nie budzę się już nękana przez te negatywne głosy. Mam wiele więcej intelektualnej i emocjonalnej swobody.

Dla wielu z nas może to być zaskakujące; możemy nawet dojść do przekonania, że musimy zaakceptować negatywne myśli o nas samych, jako coś, co będziemy darzyć współczuciem.

Jednakże możemy zmienić nasze nawyki; nasz sposób reagowania na wewnętrzny negatywny głos.

Wprawiłam się w pisarstwie, by umiejętnie posługiwać się słowami, równie więc dobrze mogę nabrać wprawy w radzeniu sobie ze swoim wewnętrznym negatywnym dialogiem.

Nauczyłam się używać swojego wewnętrznego języka uważnie oraz na nowo wychowałam siebie tak, by mój wewnętrzny głos mówił językiem miłości. Jest to możliwe i jest to niezwykle satysfakcjonujące.

Gdy nie pozwolimy nigdy więcej wewnętrznemu negatywnemu głosowi pochłonąć świata naszych przeżyć, doświadczymy więcej wolności, więcej miłości do samego siebie i do innych.

Tłumaczenie: Andrzej i Joanna Szwedo

Źródło: good-news.center

One thought on “Bądź miły, trenuj swój umysł: 3 buddyjskie rady, pomagające przezwyciężyć negatywną, wewnętrzną rozmowę

  • 20 lutego 2019 at 13:24
    Permalink

    Kochać siebie i przytulać nieustannie. 🙂 Warto zerknąć do książki “Natychmiastowe uzdrawianie. Nauka Huny” – Serge Kahili King. Zawiera mnóstwo skutecznych technik pracy z podświadomością.

    Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: