Społeczna trauma związana z koronawirusem zmieni cały świat. Oby na lepsze

„Wszyscy mierzymy się teraz z lękiem, z niepewnością. Moi pacjenci, przyjaciele, społeczeństwo. Ja sama również. Wiesz, jak ja to odbieram? Jakbyśmy oglądali jakiś film grozy: świeci słońce, ludzie piją kawkę nad morzem, jest piękny widok. Ale już pojawia się niepokojąca muzyka i wiadomo, że zaraz coś się wydarzy. Nie wiadomo tylko, co” ¬– w wywiadzie opowiada profesor Dominika Dudek, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i szefowa Kliniki Psychiatrii UJ w Krakowie.

Pani profesor podkreśla, że musimy funkcjonować w świecie, w którym nie możemy niczego zaplanować, a każdy dzień wzbudza niepewność. Nie wiemy też ile potrwa pandemia oraz jakie będą jej skutki społeczno-gospodarcze.

Na pytanie o zasadnicze zagrożenia związane z epidemią, kobieta odpowiada: „Obawiam się, że zaraza dotknie wielu ludzi. I niekoniecznie będzie dotyczyło to osób zainfekowanych. Ofiarami korona-wirusa mogą być też osoby cierpiące na jakiekolwiek inne dolegliwości. Zastanówmy się, w jakiej sytuacji są teraz osoby starsze, schorowane, z przewlekłymi schorzeniami, które nie mogą dostać się do lekarza? (…) A pomyślmy, w ilu chorobach takie opóźnienie może okazać się fatalne w skutkach. Oczywiście, to nie tak, że ludzie są pozbawieni pomocy – tym, którzy są w ciężkim stanie, bezwzględnie się służy, pacjenci ambulatoryjni są przyjmowani na wizyty przez Internet czy telefonicznie, ale ta pomoc jest w tym momencie ograniczona. I to też odbije się na zdrowiu Polaków. Ostatnio niemal bez przerwy odbieram telefony od pacjentów. Są przerażeni”

Jak mówi, chorzy boją się kontaktu z innymi osobami, zazwyczaj nie martwią się o siebie, ale o to, że mogą zarazić drugiego człowieka. Obawy dotyczą głównie tego, jak będzie wyglądał świat, co z bliskimi…

Pani profesor apeluje: „Nie zapominajmy o seniorach”. Zaleca rozmowę telefoniczną, by upewnić się, że są zdrowi i bezpieczni, że niczego im nie brak. Dziennikarka zauważa, że osoby w grupie ryzyka okazują większy zdrowy rozsądek niż ludzie młodzi. Prof. Dudek odwołuje się do sytuacji kobiet, będących w obozie w Ravensbrück podczas II wojny światowej, które pomimo trudnej sytuacji starały się nie myśleć o otaczającym złu. Dlatego w miarę możliwości dbały o swój wygląd (o czym pisała wybitna pisarka i historyk sztuki Karolina Lanckorońska) w literaturze wspomnieniowej okresu wojny i okupacji. Pani profesor posługując się przykładem zachowania kobiet w obozie, pragnie podkreślić, że utrzymanie życiowego optymizmu i wiara w poprawę sytuacji to najlepsze sposoby na przetrwanie najgorszych momentów.

„Czym więcej przeżyliśmy, tym jesteśmy mądrzejsi, spokojniejsi”– zauważa kobieta, odnosząc się do doświadczeń pokolenia wojennego, którego wspólnym przeżyciem wiążącym była II wojna światowa. Obecnie młode pokolenie przeżywa kryzys, gdyż zdają sobie sprawę z tego, że świat nie zawsze jest bezpieczny, otwarty. Brutalna konfrontacja może wyzwalać wiele negatywnych emocji. Rozmówczyni dodaje: „To przyspieszony kurs dojrzewania i myślę, że należy spojrzeć na niego jak na szansę. (…) Na zatrzymanie się, refleksję nad tym, kim jesteśmy, kim są dla nas inni, co w życiu jest tak naprawdę ważne.”

Warto zaznaczyć, że w sytuacjach kryzysowych obserwujemy przejawy solidarności społecznej. Wielu dobrowolnie i bezinteresownie angażuje się w działania, mające na celu pomóc potrzebującym. Jako społeczeństwo rewelacyjnie radzimy sobie w obliczu zagrożenia, potrafimy się jednoczyć. Z drugiej zaś strony – jak mówi pani profesor Dudek  – „Sytuacje ekstremalne mogą wyzwolić w ludziach również niskie instynkty: agresję, chęć nagłego wzbogacenia się. Już pojawiają się informacje, że ktoś próbuje naciągać wystraszonych ludzi, namawiając ich na płacenie za jakieś złudne obietnice”.

Niezależnie od tego, w rozmowie z dziennikarką kobieta podkreśla, że pomimo pojawiającej się frustracji widzi wiele dobra, którymi ludzie potrafią się dzielić, a to jest bardzo pocieszające.

Gospodarka na pewno podupadnie, to odczuje każdy z nas, ale w pierwszej kolejności branża turystyczna, drobni przedsiębiorcy, właściciele knajpek, salonów fryzjerskich i tak dalej” – zapowiada prof. Dudek.

W czasie epidemii nie możemy zapominać o tych, którzy cierpią na stany lękowe. Właśnie teraz ci ludzie są w szczególnym niebezpieczeństwie. W wielu miastach zorganizowano pomoc dla tych, którzy nie mogą poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Swoją pomoc oferują psycholodzy, psychiatrzy oraz terapeuci poprzez udostępnianie mailów, numerów telefonów.

Podsumowując, pani profesor podkreśla, że lęk i panika w niczym nie pomagają, przeciwnie – utrudniają działania. Radzi również: „ (…) trzeba odróżnić racjonalną ostrożność i spokojne stosowanie środków zapobiegawczych od poddawania się panice czy wręcz jej rozsiewania. Pamiętajmy też, że to nie jest ebola, to nie jest dżuma. Jasne, koronawirus stanowi poważne zagrożenie – jest to zakaźne, jest groźne, jest mało poznane. Ale śmiertelność wynosi kilka procent, może nawet mniej (statystyki uwzględniają tylko zgłoszone przypadki, a szacuje się, że część ludzi przechodzi zakażenie bezobjawowo i w ogóle nie zgłasza się do szpitali). To nie jest mało, ale jednak w niektórych chorobach ta śmiertelność jest znacznie wyższa”.

Nie panikujmy, zadzwońmy do znajomych, porozmawiajmy, upewnijmy się, że wszystko z nimi w porządku. Porzucimy wszystkie złe emocje, zrelaksujmy się przy dobrej książce, filmie. „Sojusznikiem spokoju i silnej odporności jest też wysypianie się, zdrowe odżywianie, umiarkowany wysiłek fizyczny. Nie wszyscy są objęci ścisłą kwarantanną i naprawdę nic złego się nie stanie, jak pójdziemy (oczywiście nie w dużej grupie) z bliskimi do lasu, aby zachwycić się słońcem i budzącą się do życia przyrodą. Dostrzegajmy drobne, dobre rzeczy. I siebie nawzajem. Wykorzystajmy ten czas na to, żeby być ze swoimi partnerami, dziećmi, współdomownikami, żeby dużo rozmawiać, pielęgnować bliskość” – mówi pani profesor Dominika Dudek.

 

Opracowanie: Ilona Dziadek

Źródło: plus.gazetakrakowska.pl

Dodaj komentarz