Dziura ozonowa nad biegunem południowym najmniejsza od 30 lat

Warstwa ozonowa nad Antarktyką regeneruje się, choć bardzo powoli. W tym roku jest najmniejsza od prawie 30 lat. Gwałtowny zanik powłoki ozonowej nad Antarktyką zaobserwowano w latach 80. ubiegłego wieku.

W 1979 roku na orbitę wyniesiony został satelita, którego zadaniem było bieżące monitorowanie zawartości ozonu w ziemskiej atmosferze. W ciągu zaledwie 3 lat obserwacji satelitarnych dziura ozonowa powiększyła się przeszło 10-krotnie. Naukowcy zaczęli bić na alarm. Za winnego utraty ozonu nad biegunem południowym wskazano m.in. freon, który w tamtych czasach był powszechnie używany jako czynnik chłodzący w lodówkach.

Mimo rewolucji w sprzęcie AGD dziura ozonowa wciąż się powiększała. Między 1979 a 1987 rokiem jej powierzchnia zwiększyła się aż 23-krotnie. Najgorzej było jednak począwszy od lat 90. Zasięg dziury ozonowej notorycznie przekraczał 25 milionów kilometrów kwadratowych.

Rekordowa dziura ozonowa – 30 mln km2

W latach 2000 i 2006 padły absolutne rekordy w wielkości dziury ozonowej, która miała wówczas aż 30 milionów kilometrów kwadratowych. Naukowcy tłumaczyli, że mimo wymiany lodówek i klimatyzatorów na nowe, regeneracja warstwy ozonowej przebiegała bardzo powoli, a na efekty tzw. zielonej rewolucji, trzeba było jeszcze poczekać.

Jednak pierwsza dekada bieżącego wieku nie przyniosła większego przełomu. Dopiero po 2006 roku dziura zaczęła się zmniejszać, ale powoli i kiedy myślano już, że na dobre rozpoczął się jej zanik, to nagle w 2015 roku dziura ponownie się powiększyła i miała jedną z największych powierzchni w historii pomiarów satelitarnych, aż 28 milionów kilometrów kwadratowych.

Od 2 lat jej zasięg znów się zmniejsza. Wszystko wskazuje na to, że najgorsze minęło. Dziura ozonowa od razu wprawdzie nie zniknie, ale z biegiem dekad będzie coraz mniejsza.

Dziura ozonowa nie występuje przez cały rok

Dziura ozonowa nie występuje przez cały rok. Pojawia się ona wraz z początkiem wczesnej wiosny, gdy spod topniejącego lodu Antarktyki wydobywają się olbrzymie ilości gazów, głównie metanu. Powoduje on niszczenie warstwy ozonowej.

Zazwyczaj ubytek ozonu rozpoczyna się w lipcu, a następnie postępuje bardzo gwałtownie. W ciągu jednej doby dziura ozonowa potrafi się powiększyć nawet o kilka milionów kilometrów kwadratowych. Maksymalne rozmiary dziura osiąga we wrześniu lub w październiku, a następnie zaczyna bardzo szybko zanikać i przed końcem listopada nie ma już po niej śladu. Powraca ponownie w lipcu i tak bez końca.

Nikt już nie naprawi starej lodówki

Rewolucja sprzed 25 lat, której jednym z głównych założeń było pozbycie się emitujących freon lodówek, okazała się więc bardzo potrzebna. Obecnie użycie tetrachlorometanu jest zredukowane do absolutnego minimum, a jego obrót w handlu jest ściśle regulowany.

W Polsce, zgodnie z nowymi przepisami Ministerstwa Środowiska, od początku 2015 roku nikt nie naprawia już starych (takich, w których wykorzystywany jest freon) lodówek i klimatyzatorów. To ma być definitywny koniec poprzedniej, nieekologicznej epoki.

Dziura ozonowa może zaniknąć w 2065 r.

Mimo iż prognozy zmieniają się i podają coraz to późniejszą datę ostatecznego zregenerowania się warstwy ozonowej, to jednak jest niemal pewne, że stanie się to jeszcze za życia naszych dzieci. Dziura ozonowa może zaniknąć nad Arktyką do 2050 roku, zaś nad Antarktydą dopiero w 2065 roku, czyli znacznie później niż wynikałoby to z wcześniejszych symulacji komputerowych.

Dziura ozonowa jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za znacznie powolniejsze ocieplanie się Antarktydy i wciąż bardzo duże ilości opływającego ją lodu. Jest także sprawcą niezwykle malowniczego zjawiska jakim są obłoki perłowe.

Źródło: TwojaPogoda.pl, NASA