Do czego są nam potrzebne negatywne emocje – opowieść terapeuty

Ostatnio przychodzi do mnie pewien pacjent, który usiłuje rozwiązać problemy w swoim związku. Jako psychoterapeuta zawsze staram się okazywać ciepło, zrozumienie i akceptację; dlatego czuję się nieco niezręcznie, kiedy mężczyzna przerywa opowieść o swoim cierpieniu i zaczyna przepraszać za “wszystkie te negatywne emocje”.

Najważniejszym celem terapii jest nauczenie się okazywania całej gamy uczuć, włączając w to strach, gniew, ból, czy nawet myśli samobójcze. W ostatnich latach zauważyłem jednak wzrost liczby pacjentów, u których takie doznania wyzwalają poczucie winy oraz wstyd. Z pewnością ma w tym swój udział dominująca obecnie tendencja do gloryfikowani tak zwanego “pozytywnego myślenia”, które przedstawiane jest jako jedyna właściwa droga do szczęścia i klucz do sukcesu. Choć pozytywne emocje są w istocie bardzo wartościowe, u niektórych skupienie się na nich graniczy z obsesją – i tu zaczyna się problem.

A przecież złość i smutek to również nieodzowne elementy codziennego życia. Co więcej, nowe badania pokazują, że ich odpowiednie przeżywanie to klucz do zdrowia psychicznego. Rozpaczliwa próba, aby się ich pozbyć często obraca się na naszą niekorzyść, ponieważ tłumione emocje stają na drodze do osiągnięcia szczęścia i równowagi. Psycholog Jonathan M. Adler z Franklin W. Olin College of Engineering zauważa, że “rozpoznanie złożoności naszego życia emocjonalnego to pierwszy krok na drodze do poczucia spełnienia”.

 

Niechciane, lecz niezbędne

Nie ulega wątpliwości, że pozytywne emocje korzystnie wpływają na nasz stan psychiczny. Według teorii hedonizmu, szczęście charakteryzuje się właśnie obecnością pozytywnych doświadczeń przy relatywnym braku doświadczeń negatywnych. Jednak takie podejście okazuje się często zbyt idealistyczne w zestawieniu z naszą codziennością, a zatem niemożliwe do spełnienia. Co więcej, takie rozumienie szczęścia niesie ryzyko ograniczenia właściwej percepcji rzeczywistości, u podstawy której leży przecież racjonalne (a nie wyłącznie pozytywne!) myślenie.

Z drugiej strony, podejście eudajmonistyczne podkreśla wagę ciągłego rozwoju przy uprzednim dogłębnym poznaniu samego siebie dla osiągania szczęścia. W tym celu trzeba niekiedy zmierzyć się z przeciwnościami losu, żeby to poznanie było efektem doświadczeń, a nie jedynie przypuszczeń. Negatywne emocje pomagają nam nadać sens wywołującym je negatywnym doświadczeniom. Jonathan M. Adler zaznacza, że “podstawową funkcją emocji jest pomoc w ocenie naszych przeżyć”.

 

Razem z profesorem marketingu z NYU, Halem E. Hershfieldem, Adler przeprowadził eksperyment, mający na celu określenie zależności łączącej rozpoznanie u siebie negatywnych emocji ze stanem psychicznym. Badaniu poddano grupę pacjentów będących w psychoterapii. Przed każdą sesją wypełniali kwestionariusz, w którym oceniali swoje samopoczucie, a także opisywali niedawne przeżycia, zwracając szczególną uwagę na towarzyszące im emocje. Okazało się, że jednoczesne zauważenie u siebie i negatywnych i pozytywnych emocji (np. smutku wywołanego przebytą traumą oraz radości z postępu terapii) następowało około dwóch tygodni przed wyraźną poprawą stanu psychicznego. Badacze stwierdzili, że “kombinacja pozytywnych i negatywnych uczuć może neutralizować złe doświadczenia i pomóc nam nadać im sens”.

Inna funkcja tak zwanych negatywnych emocji związana jest wprost z naszą zdolnością do przetrwania. Zdaniem Adlera, przykre odczucia mogą wskazywać na problemy zdrowotne lub szkodliwe relacje z innymi ludźmi. Ta ewolucyjna wartość negatywnych emocji pomaga zrozumieć, dlaczego próby ich tłumienia zwykle są nieskuteczne. W 2009 roku na australijskiej uczelni Queensland University of Technology przeprowadzono badanie, mające na celu oszacowanie skuteczności prób zapanowania nad negatywnymi emocjami. Pacjentami były osoby leczące się z nałogu alkoholowego, które zostały poproszone o wypełnienie kwestionariusza, zawierającego pytania o skalę ich potrzeb związanych z napiciem się, a także o próby stłumienia nałogu w przeciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Okazało się, że ci, którzy najsilniej próbowali powstrzymać myśli związane z piciem, doświadczali ich najczęściej. Podobne eksperymenty z 2010 roku potwierdziły tezę badaczy – próba zwalczania negatywnych emocji za wszelką cenę przynosi większą szkodę niż ich przyjęcie i pogodzenie się z ich obecnością.

Nawet jeśli emocje uda się wyprzeć na jakiś czas, zwykle prędzej czy później wrócą do nas za sprawą podświadomości. Dowiódł tego eksperyment przeprowadzony w  2011 roku na University of New South Wales w Sydney, podczas którego grupie badawczej uczestników polecono, żeby przed pójściem spać spróbowali wyeliminować jakąś uciążliwą myśl. Osoby te musiały zmierzyć się z nią we śnie znacznie częściej niż uczestnicy w grupie kontrolnej.

 

Takie próby wyparcia emocji mogą być nawet szkodliwe. W 2012 roku podczas eksperymentu przeprowadzonego na Florida State University za pomocą pomiaru rytmu serca zbadano reakcje stresowe u pięćdziesięciu ośmiu pacjentów leczących się z alkoholizmu, którym pokazywano materiały związane z alkoholem. Uczestnicy mieli też określić skłonność do tłumienia u siebie niechcianych myśli związanych z nałogiem. Eksperyment pokazał, że u osób najsilniej zwalczających pragnienie picia stres wywołany zobaczeniem obrazu alkoholu był najsilniejszy.

 

Zaakceptuj ból

Zamiast wypierać negatywne emocje warto je więc dopuścić do siebie i nauczyć się z nimi żyć. Zastanawiaj się nad swoim samopoczuciem, ale nie dąż do jego natychmiastowej poprawy. Dla wielu osób pomocnym ćwiczeniem jest medytacja składająca się z głębokich oddechów i wizualizowanie negatywnych uczuć jako chmur… kiedy wyobrażamy je sobie w tym kształcie, zdajemy sobie sprawę, że przeminą. Często mówię swoim pacjentom, że myśli to tylko myśli, a emocje to tylko emocje – nie warto ich demonizować i wypierać.

Jeśli uczucie cię przytłacza, spróbuj napisać o nim w pamiętniku lub w liście do bliskiej osoby. To pozwoli ci nabrać dystansu do swojej sytuacji i ocenić, co możesz zrobić dla jej poprawy. Pamiętaj, aby unikać krytycznej samooceny ze względu na przeżywane emocje, przy zachowaniu maksymalnej ich świadomości. W 2012 roku psycholog Shannon Sauer-Zavala z Boston University odkryła, że terapia skupiająca się na rozwoju samo-świadomości jest pomocna w leczeniu stanów lękowych. Istotne jest to, że jej celem nie jest zmniejszenie liczby przykrych uczuć, ale nauka ich przeżywania.

Jak twierdzi Sauer-Zavala, “niemożliwym jest unikanie negatywnych emocji, ponieważ na nasze życie składają się również niepowodzenia i konflikty”. Kluczem do sukcesu jest akceptacja ich obecności.

To prawda – kiedy mój pacjent pozbył się wstydu i poczucia winy za pojawiające się emocje, mógł spojrzeć na  swoją sytuację z nowej, świeżej perspektywy i wreszcie wejść na drogę rekonwalescencji.

 

 

Źródło: scientificamerican.com

Tłumaczenie: Łukasz Gwóźdź

 

One thought on “Do czego są nam potrzebne negatywne emocje – opowieść terapeuty

  • 26 listopada 2017 at 14:30
    Permalink

    Co ciekawe w tym artykule nie było mowy, o moim zadaniem, jednej z podstawowych funkcji emocji negatywnych; tzn. dzięki emocjom negatywnym takim jak smutek, żal rozpacz, przygnębienie, nienawiść, frustracja itp. doceniamy właśnie emocje pozytywne jak szczęście…
    Gdybyśmy nie odczuwali smutku nie wiedzielibyśmy czym jest radość, szczęście.

    Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: