Chory nie znaczy gorszy. Włosi pokazują, jak leczyć osoby chore psychiczne

Pokonany stereotyp

Choć społeczeństwa się rozwijają, a świadomość ludzi wzrasta, to osoby chore psychiczne wciąż budzą uczucia grozy, niechęci, czy wręcz obrzydzenia. Stereotypy, choć mogą być pomocne, potrafią krzywdząco ocenić drugiego człowieka. Z tym problemem zmierzyli się Włosi, którzy w 1978 roku rozpoczęli reformę, w ramach której m.in. zostały zlikwidowane szpitale psychiatryczne. Efekty? Zobaczmy sami.

Mity a rzeczywistość

Włochy to kraj specyficzny, mający swoje problemy. Choć wciąż aktualny jest tam problem rasizmu i uprzedzeń, to mówimy o kraju, w którym relacje między ludźmi są niezwykle istotne. Na Półwyspie Apenińskim podjęto działania, w której osoba z zaburzeniami psychicznymi ma być traktowana jak każdy inny człowiek. Profesor Franco Scarpa, włoski psychiatra, neurolog i kryminolog wyznał:

  • Najgorszym ze stereotypów stygmatyzujących osoby chore psychiczne jest ten, według którego są one bardziej od innych ludzi skłonne do przemocy. To szkodliwy mit, z którym trzeba walczyć. De facto, na poparcie tej tezy nie ma wiarygodnych, naukowych dowodów. Dowiedziono jedynie tego, że czynnikami ryzyka przemocy są uzależnienia (od narkotyków czy alkoholu), a także doświadczanie przemocy we wcześniejszym okresie życia.

Kampanie społeczne odcisnęły niemałe piętno na walce z mitami. Dotarcie do szerszego grona odbiorców pokazuje, w jaki sposób można zmienić ludzkie myślenie. Włoskie media dziś w bardziej wyważony i odpowiedzialny sposób relacjonują zdarzenia z udziałem osób chorych psychicznie.

  • Przed reformą stosunkowo łatwo było we Włoszech trafić na dłuższy czas do szpitala psychiatrycznego. Zdarzało się, że w tego rodzaju placówkach zamykano nie tylko ludzi, którzy mieli zaburzenia psychiczne, lecz także tych, którzy jakimś swoim mocno niestandardowym zachowaniem wywoływali publiczne zgorszenie – dodał profesor Scara. 

 

W stronę godności i tolerancji

Rosnąca tolerancja i otwartość włoskiego społeczeństwa to w dużej mierze zasługa psychiatry Franco Basaglii, dzięki któremu w 1978 roku wprowadzono reformę systemu opieki psychiatrycznej. Na czym polegała?  Na zastąpieniu tradycyjnych, dużych, zamkniętych szpitali psychiatrycznych siecią lokalnych, niewielkich centrów zdrowia psychicznego, które świadczą usługi w różnych przyjaznych formach – m.in. w formie wizyt domowych, leczenia ambulatoryjnego czy pobytu dziennego.

Co ważne,  regionalne centra działają w ścisłej współpracy z lokalnymi samorządami i organizacjami pozarządowymi, co dodatkowo sprzyja szerokiemu promowaniu właściwych postaw wobec chorych psychicznie. Oprócz tego niewielkie oddziały psychiatryczne działają we wszystkich szpitalach ogólnych – tam jednak leczy się tylko najcięższe i najostrzejsze przypadki.

Więcej, ale mniejsze

Rok 2014 przyniósł kolejne zmiany polegające na likwidacji szpitali należących do systemu psychiatrii sądowej, a więc dla osób, które popełniły czyny zabronione prawem, ale nie ponoszą za nie odpowiedzialności z uwagi na niepoczytalność w chwili ich popełnienia. Utworzono mniejsze placówki, które oferują różnego rodzaju interwencje, adekwatne do stanu chorego – główny nacisk został w nich położony na leczenie i rehabilitację, a nie na uwięzienie. Leczenie przymusowe w placówce zamkniętej zostało zarezerwowane tylko dla najcięższych przypadków, ale tylko tak długo jak to konieczne. O wszystkim decydują sądy na podstawie ekspertyz biegłych.

Czy warto brać przykład z Włochów?

Zmiany wydają się nieść pozytywną zmianę. Stygmatyzacja jest problemem na pewno nie tylko we Włoszech. Wynika ona z nieznajomości tematu, naszych doświadczeń i obaw. Można jednak im zaradzić poprzez edukację i oswajanie społeczeństwa z tematami budzącymi strach. Dodajmy, że  Polsce wdrażany jest obecnie pilotaż regionalnych centrów zdrowia psychicznego, który w dużej mierze opiera się na podobnych założeniach, jak włoska reforma z 1978 r. Obecnie zbierane są doświadczenia z tego pilotażu – jeśli będą pomyślne, także polską psychiatrię czekają duże zmiany.

 

Opracowanie: Marcin Kozak

Źródło: zdrowie.wprost.pl

Foto ilustracyjne

Dodaj komentarz