Wewnętrzne przebudzenia nie są eleganckie jak na filmach – są kłopotliwe, surowe, nieokrzesane i wyczerpujące

Z czymkolwiek się zmagasz, spójrz na to. Zmierz się z tym, zamiast robić uniki. Odwaga jest niezbędna. Weź głęboki oddech i nie roztrząsaj niczego w głowie. Jak powiedział pewien mędrzec: “jedyna droga do wyjścia z czegoś… to wejść w to i przejść.” Dasz radę. Nie jesteś sam. Poproś o radę. Obserwuj horyzont, jednocześnie jednak skup się nad schodami przed tobą. 

– Waylon H. Lewis

Chciałabym doświadczyć takiego wewnętrznego przebudzenia, jak w filmach.

No wiecie, gdzie bohater przeżywa całkowitą przemianę z elegancją i wdziękiem, a my, jako widownia, możemy podziwiać wspaniały montaż (w akompaniamencie świetnej muzyki) ukazujący wszystko, co teraz zmieni się na lepsze w jego życiu.

W filmie udaje mu się dostać dobrą posadę po wysłaniu tylko kilku CV… poznaje swoją bratnią duszę w jakiejś przypadkowej kawiarni… jest w stanie przenieść się ze swojego marnego mieszkanka do wspaniałego domu, na który jakimś cudem go stać… potrafi się pogodzić ze swoim trudnym ojcem i iść razem na ryby. A to wszystko w przeciągu zaledwie kilku tygodni (dwóch godzin na ekranie).

A kiedy jest już po wszystkim, jesteśmy świadkami, jak nasz bohater wspomina te wszystkie trudne chwile, które zaprowadziły go w to cudowne miejsce, uśmiechając się i popijając margaritę.

Zaraz zaraz, pora wrócić na ziemię.

Prawdziwe zmiany, jakich doświadczymy w życiu, wcale tak nie wyglądają. Nie ma żadnego montażu, żadnej podniosłej muzyki, żadnej drogi na skróty, która przeniesie nas od razu w miejsce, w którym będziemy szczęśliwi, zakochani, lub w którym panuje wieczny pokój. To nie tak. Nie możemy po prostu tego przeskoczyć. W życiu nie da się po prostu krzyknąć “Cięcie!” i przejść do następnej sceny.

Tak naprawdę prawdziwe wewnętrzne przebudzenie to dużo łez. Pełno wątpliwości, pytań i niedowierzania. Nagle przestajemy być pewni wszystkiego, w co do tej pory wierzyliśmy, czego pragnęliśmy i co czuliśmy. Wszystko staje się zagmatwane, a my przerażeni, i na wierzch wychodzą wszystkie te problemy, z którymi przecież już sobie poradziliśmy… Zastanawiamy się, czy ktokolwiek też się tak czuje, a jeśli tak jest, to dlaczego nikt o tym nie mówi?

Przebudzenie przypomina ból złamanego serca. Jakby wewnętrzne części nas samych toczyły ze sobą wojnę i chcą, żebyśmy się przyłączyli. Jesteśmy uwięzieni między osobą, którą chcielibyśmy być, a tym, kim jesteśmy teraz (czyli jednym wielkim bałaganem!). Najpierw czujemy się jak kompletne zero, a zaraz potem jak w siódmym niebie. Czasami to wszystko po prostu dzieje się okropnie wolno.

Wewnętrzne przebudzenia rozdzierają nas na części. Ujawniają rzeczy, których wolelibyśmy o sobie nie wiedzieć. Są jak zwierciadło, od którego nie sposób się odwrócić, choć nie podoba nam się to, co w nim widzimy. Zmuszają nas do zmiany podejścia, nakazują przyznać się do prawdy.

Nie przytrafiają się każdemu, a jedynie tym, którzy są wystarczająco silni, żeby wytrzymać ich napór. Nie cackają się z nami, ponieważ mają swój cel – oszlifować nas i pozwolić się rozwinąć. Dotrzeć do miejsca pełnego miłości i empatii, w którym jesteśmy w stanie pogodzić czułą samoakceptację z miłością do innych. Miejsca pełnego zaufania do tego, kim byliśmy i kim się stajemy. Miejsca, które sprawia nam ból, żebyśmy mogli go uśmierzyć.

A kiedy już tam dotrzemy, zrozumiemy, że zostaliśmy oczyszczeni, błogosławieni, i przygotowani. Rozumiemy te trudne momenty, które dane nam było przetrwać. Jesteśmy wdzięczni za to, że ten ogromny ból okazał się naszym najlepszym nauczycielem.

Poznajemy prawdę na temat tego, kim jesteśmy. A poznajemy ją, kiedy tylko przestajemy się wykręcać, wymyślać wymówki. Kiedy przestajemy okłamywać samych siebie, że jesteśmy usatysfakcjonowani, gdy wcale tak nie jest. Kiedy przestajemy wierzyć w to, że wszystko, co najlepsze w życiu, jest zarezerwowane dla wszystkich oprócz nas samych.

Przebudzenia pozwalają nam dostrzec te wszystkie sposoby, w jakie umniejszamy swoją wartość i próbujemy podporządkować się zasadom, wierzeniom i ograniczeniom innych ludzi. Wszystkie te sposoby, w jakie odrzuciliśmy samych siebie, zamiast słuchać własnej intuicji.

Zmieniamy się, gdy zdamy sobie sprawę, że istnieje inne wyjście. Kiedy to, co czujemy w środku, staje się niemożliwe do zignorowania.

 

Źródło:  elephantjournal.com

Tłumaczenie: Aleksandra Kotlęga

Dodaj komentarz